Page 98 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 98

ZEMSTA EDZI                           97



             grube warstwy ubrań, kostiumów, kurtek i bluz. Aż mi się zakręciło w głowie.
             Dopadłam jednego z obładowanych stojaków, potem drugiego. I tak znienacka
             w orbitę mojego rozbieganego wzroku wpadła znajoma figura kobiety, która
             również przebierała w ubraniach. Serce mi stanęło. W pierwszym odruchu
             miałam ochotę zniknąć. Ale moje nogi jakoś nie chciały ruszyć się z miejsca. Nie
             potrafiłam odwrócić oczu od profilu tej kobiety. Twarz potwora Alberta została
             wymazana z mojej pamięci. Ale twarz Edzi, którą widziałam tylko przez krótką
             chwilę dwa razy w życiu, pamiętałam tak dobrze, że poznałam ją bez trudu, po-
             mimo jej odmienionego wyglądu. Choć miała chorobliwie żółtą skórę, jej profil
             był zaokrąglony, a włosy miała przyzwoitej długości. Coś przyciągało mnie do
             tej twarzy – oblicza mojej dobroci.
                Oderwałam się od miejsca, w którym stałam i przypadłam do niej. Zaciągnęłam
             ją w kąt. Jej żółta cera zrobiła się biała jak kreda; głowa schowała się jej między
             ramiona, tak, jakbyśmy miały powtarzać tamtą scenę, do której doszło między
             nami obok latryny w kacecie, i jak gdyby jej życie wciąż spoczywało w moich
             rękach. Tym razem obie dygotałyśmy z nerwów.
                – Poznajesz mnie? – zapytałam.
                – Tak, poznaję – wyjąkała.
                – I pamiętasz, że jesteś tu dzięki mnie, że zawdzięczasz mi swoje życie?
                – Tak, pamiętam.
                Zdenerwowało mnie, że nawet teraz mi nie podziękowała. Na chwilę wrócił
             mi mój ochrypły, zgorzkniały, obozowy głos.
                – Mam nadzieję, że pamiętasz też o przysiędze, którą mi wtedy złożyłaś.
                Kiwnęła głową potwierdzająco, odwróciła się ode mnie i drżącymi, podkurczo-
             nymi rękoma zaczęła przebierać w ubraniach na najbliższym ze stojaków. Szybko
             ściągnęła jedną rzecz z wieszaka i natychmiast zapakowała do torby. Widziałam,
             jak zbiera się, żeby wybiec z pomieszczenia. Korciło mnie, żeby ją gonić. Nie
             mogłam jej pozwolić tak odejść. Musiałam mieć na nią oko.
                Dobiegłam do niej i wysapałam:
                – Zapomniałam twojego imienia.
                – Ja pamiętam twoje – odpowiedziała mi – jesteś Czarna Rela.
                – Jak się nazywasz? – zapytałam.
   93   94   95   96   97   98   99   100   101   102   103