Page 97 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 97

96                            OCALALI



         wydawało mi się, że jadę z moimi najbliższymi bydlęcym wagonem i zbliżamy
         się do rampy kacetu.
            Najgorsze było to, że w tych przywidzeniach widziałam samą siebie, jak
         stoję i biję, biję kogoś podobnego do tej czy innej kobiety z kacetu. Widziałam,
         jak moja dłoń podnosi się i opada, podnosi i opada, jak automat. Chodziłam
         z bólem mięśni w prawej ręce, jak od dźwigania ciężarów, dłoń aż mnie piekła.
         Musiałam się szybko uwolnić od tej przypadłości, bo stanowiła niebezpieczeń-
         stwo dla mojej pracy w fabryce i – co było dla mnie równie ważne – mojej nauki
         pisania po angielsku. Trudno mi było utrzymać pióro w ręce. W ten sposób
         zaczęłam często gościć u lekarza. Z taktownym uśmiechem na twarzy mówił
         mi, że cierpię na złośliwą hipochondrię, która nie daje się wyleczyć. Ale jako że
         pigułki nasenne, które przywiozłam z Niemiec, już dawno się skończyły, stale
         zaopatrywał mnie w nowe. Niewiele mi pomagały; obchodziłam się z nimi
         bardzo oszczędnie. Musiałam zadbać o wystarczający zapas na tę chwilę, kiedy
         wybije godzina mojego rozrachunku ze światem. Z zapasem pigułek czułam
         się pewniej.
            Żeby poczuć się jeszcze pewniej, pozwoliłam też rozkwitnąć mojej pasji do
         pięknych ubrań. Pragnęłam nieustannie się przebierać, zmieniać wizerunek,
         stawać się kimś innym. Moje zarobki nie pozwalały na takie luksusy. Było lato
                                      9
         roku 1950. Usłyszałam, że HIAS  rozdaje nowo przybyłym używane ubrania.
         Wyobrażałam sobie, że używane ubranie tutejszej zamożnej kobiety z pewnością
         będzie na mnie wyglądało bardziej przyzwoicie niż ubrania, na które było mnie
         stać, szczególnie że miałam dobrą figurę i nawet tania szmatka wydawała się na
         mnie bardziej wartościowa i elegancka, niż była w rzeczywistości. Tak, wygląda-
         łam dobrze, pomimo moich koszmarów. Byłam jak to jabłko: piękne i zdrowe
         z zewnątrz, zgniłe i martwe wewnątrz.
            Pewnego dnia postanowiłam wpaść do budynku HIAS-u. Weszłam do po-
         mieszczenia zastawionego całkowicie przez stojaki, na których znajdowały się



         9    HIAS (Hebrew Immigrant Aid Society) – organizacja charytatywna założona w 1903 r. w No-
            wym Jorku celem pomocy Żydom przybywającym do Ameryki. Po II wojnie światowej aktywnie
            wspierała żydowskich uchodźców na całym świecie, także w Kanadzie.
   92   93   94   95   96   97   98   99   100   101   102