Page 102 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 102
ZEMSTA EDZI 101
Pamiętam, że tylko raz na jednym ze spotkań w ich mieszkaniu wspomniane
zostało imię Edzi. Byliśmy wszyscy odrobinkę wstawieni i rozweseleni, i posta-
nowiliśmy zagrać w jakąś grę na myślenie. Wtedy Paweł, najbardziej stateczny
i spokojny z naszej grupy, zapytał nagle:
– Dlaczego nie zawołamy Edzi, żeby z nami zagrała?
Spojrzeliśmy po sobie i, tonem udającym nieco poczucie winy pomieszane
z ironią, zawołaliśmy:
– Edziu, gdzie jesteś? Chodź z nami zagrać!
Głowa Edzi pojawiła się w drzwiach kuchni, a jej drobne usteczka ściągnęły
się w żałosnym półuśmiechu:
– Grajcie sobie, grajcie na zdrowie. Ja się przecież nie liczę.
I taka była prawda o Edzi. Nie liczyła się. (Poza szczególnym sposobem,
w jaki liczyła się dla mnie). Nawet w kręgu swoich najbliższych przyjaciół nie
grała ostatecznie żadnej roli. Z charakterystycznym, godnym politowania uśmie-
chem usługiwała nam do stołu, a to tak kunsztownie i zgrabnie, że rzadko dało
się zauważyć, kiedy i jak to robiła. Zwracano się do niej z mechaniczną uprzej-
mością, kiedy było czegoś potrzeba z kuchni, kiedy brakowało noża albo łyżki,
albo gdy się chciało trzeciej czy czwartej filiżanki kawy, kiedy człowiek robił się
rozgrzany i spragniony w toku zaciętej dyskusji przy stole, dajmy na to, na temat
współczesnej sztuki i literatury – rzeczy, od których Edzia była tak odległa,
jak dzień od nocy, i przez które zapominaliśmy, że w ogóle istnieje jakaś Edzia
na świecie.
Nie chcę przez to powiedzieć, że Edzia była głupia albo prostacka, albo że była
brzydka. Absolutnie nie. Ale wokół niej wisiało w powietrzu coś, co ją niszczyło.
Należała do tego rodzaju kobiet, które dopasowują się do otoczenia jak, dajmy na
to, bibelot, do którego oko szybko się przyzwyczaja i przestaje się go zauważać.
Była, a jakby jej nie było. Nie miało znaczenia, czy to, co mówiła, było mądre, czy
głupie. Jej słowa nikogo nie interesowały. Jej wypowiedzi przepływały przez uszy
słuchaczy i rozpływały się w powietrzu, jak gdyby nic nie powiedziała. Tak samo
nikogo nie obchodziło, czy jest ładna, czy brzydka. Bladość jej mysiej, wystraszonej
twarzyczki, delikatność profilowych rysów i zamglony wzrok sprawiały, że ludzkie
oko prześlizgiwało się po niej jak po pustce, nie odnosząc żadnego wrażenia.

