Page 106 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 106

ZEMSTA EDZI                          105



           jego wyglądu. Był nieszczęśliwy i zgorzkniały, pozbawiony choćby krzty radości
           z życia i oszczędny w słowach. Bardzo go nie lubiłam. Jego pozbawiona akcentu
           angielszczyzna mogła być ku temu wystarczającym powodem. Cierniem w moim
           oku był jednak również jego bezpośredni, przeszywający wzrok. Złościło mnie
           jego uparte milczenie, a do tego jeszcze chora filozofia życiowa, którą głosił, kiedy
           już się odzywał. Prawda, jego cyniczne uwagi często trafiały w punkt, ale właśnie
           dlatego wychodziły tak nietaktownie i obraźliwie. Paweł, tak samo jak Edzia, nie
           pałał ciekawością względem nowoczesnej kultury.
              Ale to nie on, tylko Lolek, był naszym duchowym przywódcą. Lolek przewyż-
           szał wszystkich nas swoją pasją ku temu, co nowe i pobudzające. To prawda, tak
           jak i pozostali mężczyźni z naszej grupy, lubował się w polityce. Jednak odwrotnie
           niż oni, którzy nie robili nic poza mówieniem, Lolek angażował się jako aktywista.
           Humanista w każdym calu, maszerował na wszystkich demonstracjach i chodził
           na wszystkie wiece, na których głoszono wolność człowieka i miłość do ludzkości.
              Lolek był sercem i duszą naszego kręgu, ożywiającą siłą – choć jego angielski
           był znacznie gorszy niż nasz, dużo gorszy nawet niż Edzi. Brakowało mu cier-
           pliwości na zgłębianie języka. Może nie miał szczególnie językowego słuchu.
           Budowa jego zdań była katastrofalna, dobór słów okropny, a potoczne wyrażenia
           przekręcał nie do poznania. W ostatnich latach żadnego języka nie używał tak
           jak należy. Wprowadził tyle anglicyzmów do swojej niegramatycznej polszczyzny,
           że brzmiała jak zupełnie nowy dialekt. Ale koniec końców, czy to ważne? Istotne
           było to, że doskonale się z nim rozumieliśmy.
              Był dla nas nie tylko inspiracją, ale też naszym głównym planistą, dostarczy-
           cielem książek i nabywcą biletów, znawcą tego, co in i tego, co out, i ekspertem od
           nowoczesnego seksu. W przeciwieństwie do innych mężczyzn z naszego kręgu,
           nigdy nie rozmawiał o biznesie, jak gdyby był to temat poniżej jego godności. Pod
           tym względem faktycznie im ustępował. Finansowo nie wiodło mu się najlepiej.
           Jak na tutejsze standardy, był skończonym biedakiem.
              Prowadził mały warsztacik kaletniczy z safianowymi torebkami. Edzia, kiedy
           nie była zbyt chora, pomagała mu prowadzić księgowość i robiła za chłopca na
           posyłki. Oszczędzało im to konieczności płacenia komuś z zewnątrz. Podczas
           gdy cała reszta naszej grupy zamieszkała już w nowo zakupionych domach,
   101   102   103   104   105   106   107   108   109   110   111