Page 108 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 108
ZEMSTA EDZI 107
koncertu muzyki elektronicznej, klubu nocnego czy nawet wyjazdu do guru
w aśramie w Górach Laurentyńskich.
*
Lolek bardzo przypadł mi do gustu swoim wyglądem, stylem bycia i ogólnie
jako mężczyzna. Miał dobrą, ciekawą twarz o wysokim czole, którą z czasem
przyozdobił przystrzyżonymi po nowoczesnemu baczkami. Kiedy zaczęły mu
wypadać włosy i jego czoło stało się jeszcze większe, wówczas braki w owłosieniu
uzupełniał grzywką z przodu, kunsztownie zaczesaną przy pomocy dłuższych
włosów po bokach, i gęstymi, krótko ostrzyżonymi włosami koloru blond, które
ładnie podwijały mu się wokół karku. Nie był zbyt wysoki, ale nosił buty na ob-
casie, które sprawiały, że wyglądał na ładnie wyrośniętego. Ubierał się z fasonem,
gustownie, w koszule z otwartym kołnierzem, pod gardłem wiążąc jedwabny
krawacik w orientalne wzory. Dość często nosił obcisłe dżinsy, latem ubierał
dopasowane, skautowskie portki, a rozpięta koszula odsłaniała jego włochatą
pierś. Z szyi zwisał mu pozłacany łańcuch albo wstążka z przyczepioną do niej
miniaturową maoryską boginką, symbolem płodności, jako talizman na szczęście.
Nie był otyły jak pozostali mężczyźni z naszego kręgu, którzy z czasem zaczęli
wyglądać jak chodzące stojaki na bajgle, z wałkami tłuszczu, które zbierały im
się między klatką piersiową a wystającym brzuchem. Wyglądał dużo młodziej
od nich wszystkich.
Minęło jakieś dziesięć lat, odkąd spotkałam Lolka po raz pierwszy, gdy zdarzyło
się, że wbrew własnej woli przyszło mi siedzieć obok Pawła w samochodzie, do
którego wsiedliśmy, żeby pojechać do teatru. Lolek siedział za kierownicą. Ściśnięta
u boku mojego uparcie milczącego sąsiada, próbowałam chociaż poprawić sobie
humor, wydobywając go z milczenia i wbijając mu małą szpilkę.
– Świat wydaje mi się węższy w twoim towarzystwie, drogi Pawle – powie-
działam z uśmiechem. – Gdyby obok mnie siedział Lolek, łatwiej byłoby mi
złapać oddech.
– Bez wątpienia – odparł Paweł, odwdzięczając mi się zgryźliwym błyskiem
swoich niebieskich oczu – w końcu Lolek to przecież wydmuszka.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – Poczułam się obrażona za Lolka.

