Page 104 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 104

ZEMSTA EDZI                          103



             Uważaliśmy się za śmietankę intelektualną nowo przybyłych i w istocie byliśmy
             nią. Jeśli mieliśmy zdecydować się na przyjęcie kogoś do naszej kompanii, ów
             ktoś musiał być zdolny do wniesienia w nią intelektualnie stymulującego wkładu.
                Byliśmy zanurzeni po uszy w nowoczesnej kulturze i jej osiągnięciach. Naj-
             lepsi z nas stracili w kacecie ostatnie resztki uczuć religijnych, a że po wyzwo-
             leniu potrzebowaliśmy chwycić się jakiejś formy wiary, złapaliśmy się kultury
             nowoczesnej i pozwoliliśmy jej zająć w naszych życiach miejsce religii. To był
             nasz jasny most przerzucony nad ciemną otchłanią niecywilizowanej dziczy,
             która nas połknęła. Stąd też nie było bardziej zachłannych czytelników świeżo
             wydanych książek od nas. Rzucaliśmy się na wszystkie bestsellery, jakie tylko
             pojawiały się na bestsellerowej liście. Biegaliśmy na wszystkie nowoczesne i po-
             stnowoczesne eksperymentalne wystawy. Zachwycaliśmy się pop-artem i op-ar-
             tem. Odbyliśmy również kilka sesji palenia marihuany, kiedy stała się modna.
             Praktykowaliśmy hatha jogę i regularnie jeździliśmy do guru z aśramy w Górach
             Laurentyńskich.
                W swoim zapale staraliśmy się uciec duchem nie tylko od starego, żydowskiego
             miasteczka, ale także od żydowskiej mentalności dawnego, wschodnioeuropej-
             skiego wielkiego miasta. Jeżeli kulturę symbolizował most, musiał to być most,
             który prowadził z dala od tego, co było, nieważne jak słodkie były wspomnie-
             nia związane z naszym dzieciństwem i młodością. Baliśmy się ograniczającego
             wpływu, który mogłyby mieć na nasz obecny, pozytywny światopogląd. Nie
             chcieliśmy żadną częścią tkwić w przeszłości. Pragnęliśmy iść z duchem czasu.
             Chcieliśmy pochłaniać wszystkie nowości stworzone po drugiej wojnie światowej.
             Wdychając podmuchy nowej kultury, wczuwając się w ducha nowych czasów,
             staraliśmy się dopasować do współczesności, pozostać częścią współczesnego
             społeczeństwa, być energiczni i pewni siebie, przynajmniej z zewnątrz. To, co
             na zewnątrz, było ważne – i nic poza tym. To, co pozostawało kalekie i obolałe
             wewnątrz każdego z nas, nie było niczyją sprawą; to był ciężar, który musieliśmy
             nieść sami.
                Kobiety z mojego kręgu w żaden sposób nie ustępowały mężczyznom. Byłyśmy
             współczesnymi kobietami w pełnym znaczeniu tego słowa. A jako że kobiety
             z natury są bardziej fanatyczne, jeśli idzie o religię, pozwolę sobie stwierdzić,
   99   100   101   102   103   104   105   106   107   108   109