Page 91 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 91

90                            OCALALI



         równocześnie do moich nozdrzy wdzierał się dym z krematoryjnych pieców, serce
         mi stanęło. Czy te oto słowa, wypowiedziane w świecie na opak, nie miały kiedyś
         odwrotnego znaczenia? Czy nie znaczyły kiedyś, że jest gotów mnie zamordować?
            Kiedy raz za razem powtarzał te trzy dziwacznie brzmiące słowa, przybierałam
         mój najbardziej czarujący uśmiech i przedrzeźniałam go: „Ich liebe dich. Mich
         reizt deine schöne Gestalt, und kommst du nicht willig, so brauch’ ich Gewalt!” .
                                                                           8
         Mój bóg Albert nie miał zielonego pojęcia, że recytuję mu Króla olch Goethego.
         Ale dobrze wiedział, że dopuszcza się zhańbienia rasy. Sprawiało mu to przyjem-
         ność i podsycało jego szatańską miłość do mnie. Obiecał mi nawet, że weźmie ze
         mną ślub, gdy tylko skończy się wojna. Gładziłam jego ogoloną głowę i w duchu
         zadawałam sobie pytanie, czy mój bóg – potwór Albert – był kiedyś dzieckiem,
         czy bawił się u mamy na kolanach, i czy wessał z jej mlekiem choć kroplę ludzkiej
         dobroci. Nie wydawało mi się to możliwe.
            Mój bóg Albert zasiał też w mojej duszy demona, od którego nie mogłam się
         uwolnić, bo był gwarancją każdego kolejnego dnia mojego życia. Dzięki niemu
         stałam się tym, kim się stałam. Byłam dumna ze swojego Alberta, dumna ze swojej
         pozycji w królestwie śmierci. W kacecie słowo „kapo” wywoływało postrach,
         który ma się wobec kapłanów bądź kapłanek, strażników świętego ognia.
            Więźniarki nadskakiwały mi. Dobre słowo z moich ust było najpiękniejszą
         muzyką dla ich uszu. Sprawiało, że przez kilka kolejnych godzin życia czuły się
         pewniej. Walczyły między sobą o to, która będzie mi prać bieliznę i czyścić buty.
         Drżały na każdy dumny gest mojej dłoni, czytały każdy grymas na mojej twarzy
         i nadawały mu znaczenie. Ja, która przed wojną czerwieniłam się, wypowiadając
         najmniejsze nieprzyzwoite słówko, tu nabrałam kreatywności w tworzeniu ist-
         nych pereł na potrzeby mojego leksykonu wulgaryzmów. Ja, która przed wojną
         mówiłam po polsku słodkim głosem i eleganckim stylem, czerpałam teraz nie-
         okiełznaną przyjemność, warcząc jak suka. Wreszcie ja, która sądziłam kiedyś,
         że moje dłonie stworzone zostały do rzeczy delikatnych i subtelnych, trzymałam



         8    (niem.) „Kochany mój! Urzekłeś mnie. / Więc chodź po dobroci! Bo porwę cię…” – fragment
            ballady Johanna Wolfganga von Goethego Król olch, w przekładzie Antoniego Libery. Za: https://
            antoni-libera.pl/node/26.
   86   87   88   89   90   91   92   93   94   95   96