Page 89 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 89

88                            OCALALI


                                          *

         To był drugi tydzień mojego pobytu w kacecie. Ledwo wiedziałam, co się ze
         mną dzieje. Fantasmagorie z piasku i dymu kłębiły mi się przed oczami. Gwizdy,
         okrzyki, szczekanie psów, baraki, kominy – i twarze. Twarze jak kamienie, kamie-
         nie jak twarze wirowały mi przed oczami jak kawałki obluzowanego gipsu. Od
         ciemnego przedświtu do późnego wieczora ładowałyśmy, pięćset kobiet z mojego
         ogromnego baraku, kamienie na wózki i przepychałyśmy je z jednego miejsca na
         drugie. Choć głód mocno mi już dokuczał, czułam się jeszcze na siłach. Harówka
         jeszcze nie dała rady mnie złamać. Dręczyło mnie coś innego. W utraconej prze-
         szłości – jeszcze tak bliskiej w czasie, a już tak odległej jak sen – byłam dumna ze
         swojej wysokiej figury i ze swojego zdrowego, dobrze rozwiniętego ciała. Teraz
         wzrost stał się moim największym nieszczęściem. Nie mogłam się schować i znik-
         nąć w tłumie. Ze wszystkich kolumn marszowych wystawałam jak wykrzyknik,
         a w naszych strażnikach wzbudzałam chęć do bicia. Wygląda na to, że mój wzrost
         ich irytował, bo niszczył symetrię, harmonię tego oto świata, który zbudowali.
            Nikt nigdy wcześniej nie podniósł na mnie ręki. Teraz otrzymywałam najwięk-
         szą liczbę uderzeń w twarz ze wszystkich maszerujących razem ze mną kobiet. To
         właśnie te ciosy były najgorsze. Nie mogłam ich pojąć. Byłam pewna, że to nie
         z głodu, nie z osłabienia zginę – ale od ciosów. (Czy to mógł być powód, dla któ-
         rego potem tak szczodrze obdzielałam uderzeniami moje obozowe dziewczęta?).
            Tak wlekło się moje życie w obozie, aż przyszła chwila, w której z desperacji
         wykonałam karkołomny krok. Zaryzykowałam własnym życiem, żeby to życie
         ocalić. Posłużyłam się tą właśnie widocznością, jak i swoim dobrym niemieckim.
         U nas w domu mówiło się po polsku, ale mieliśmy niemiecką kucharkę. Uczyłam
         się też niemieckiego w gimnazjum. Miałam właśnie odkrywać piękno niemieckiej
         poezji, gdy wybuchła wojna. „Mach deine Rechnung mit dem Himmel, Vogt” –
         powiedział swojemu oprawcy Wilhelm Tell u Schillera . Ja swój rachunek z panem
                                                      6
         tego świata uczyniłam o tamtym mrocznym przedświcie, gdy maszerowałyśmy



         6    (niem.) „Uczyń, Wójcie, rachunek z panem tego świata” – Friedrich Schiller, Wilhelm Tell, akt
            czwarty, scena 3. W przekładzie polskim za: F. Schiller, Dzieła dramatyczne Fryderyka Szyllera,
            t. 4, tłum. Michał Budzyński, Bruxella, 1862).
   84   85   86   87   88   89   90   91   92   93   94