Page 72 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 72

ARCYDZIEŁO                            71



             myślał, czy nie wybrać się do domu publicznego, albo czy wprost nie zadzwonić
             po którąś z literackich koleżanek. Nie miał jednak ochoty patrzeć na kobiety,
             a już szczególnie tykać ich. Nikogo nie pragnął. Niczego nie pragnął. Obumarły
             w nim wszystkie żądze. Pogrążył się w otępieniu. Lunatyk. Automat.
                Danny jako pierwsze z dzieci wyczuł, że ojciec się zmienił, i próbował prze-
             prowadzić z nim rozmowę. Proponował, że zagra mu jego ulubione utwory na
             skrzypcach; sugerował, że powinni gdzieś razem wyjść. Wiktor jednak nie potrafił
             patrzeć na Danny’ego inaczej niż ze łzami w oczach. Widok chłopca osłabiał go.
             Odmawiał mu więc i unikał go, bardziej nawet niż Soni.
                Z Sonią zamieniał rzeczowo parę słów na praktyczne, codzienne tematy –
             o dzieciach, domu, wydatkach; patrzył na nią jak na obcego człowieka, jak na
             sąsiadkę, z którą trzeba omawiać kwestie techniczne.
                Sonia nie traktowała go ani z dumą, ani z pokorą. Nie mogła zmienić tego,
             co się stało. Chciała zmienić to, co mogła. Było jej bardzo źle z powodu bólu,
             który mu sprawiła. Wiedziała jednak, że nie może mu pomóc w złagodzeniu
             cierpień. Ona sama też cierpiała. Koniec końców nie uwolniła się od poczucia
             winy i była pewna, że jest na nie skazana do końca swoich dni. Jeśli jednak nie
             było jej przeznaczone zdobyć Wiktora z powrotem dla siebie, wolała przecież
             żyć dalej w takiej atmosferze między nimi – niż w kłamstwach. Nie przychodziło
             jej na myśl, że Wiktor mógłby od niej odejść. Za dobrze go znała i znała też siłę
             jego miłości, tak – miłości do niej – niezależnie od wszystkiego, nawet gdyby
             nigdy więcej nie miał się do niej przyznać. Znała też jego poczucie obowiązku
             względem rodziny, jego przywiązanie do domu.
                Dlatego wstrzymywała się. Cierpliwie czekała. Tylko od czasu do czasu, kiedy
             zdarzyło im się być sam na sam, mówiła mu cicho:
                – Pamiętaj, Wiktor, że cię kocham.
                Nie odpowiadał jej. Jak gdyby jej nie słyszał. Dalej spał z nią w jednym łóż-
             ku. Ostatecznie podczas wojny spał w łóżku z kompletnie obcymi ludźmi. Był
             jak kamień. Nic go nie ruszało. To wszystko było przejściowe. Co do tego miał
             pewność. Nie, nie miał zamiaru popełniać samobójstwa, choć to prawda, że
             dużo o tym myślał; myślał chłodno i logicznie, dochodząc do wniosku, że pod
             względem symbolicznym nie może przyznać Niemcom takiego zwycięstwa.
   67   68   69   70   71   72   73   74   75   76   77