Page 70 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 70
ARCYDZIEŁO 69
harówce w pracy i w domu. A ty stale siedziałeś, skrobiąc długopisem, dzień za
dniem, tydzień za tygodniem, rok za rokiem. Czego oczekiwałeś? Nie jestem
aniołem. Chciałam mieć swoją rozrywkę, dla mnie, tylko dla mnie, tak jak ty
miałeś rozrywkę tylko dla siebie. Tak, ty czerpałeś przyjemność ze swojej pracy, a ja
z mężczyzn. Ty się kochałeś w papierowych postaciach, a ja – w postaciach z krwi
i kości. Tak, ty… ty też mnie zdradzałeś, niejeden raz zapominałeś, że istnieję,
nie tylko jako gloryfikowany twór wyobraźni, ale jako żywa kobieta, która kocha
życie! Prawdziwe życie, Wiktor!
Nie miała zamiaru robić mu wyrzutów. Ale jedynym sposobem, by się obro-
nić, był atak, choć widziała, jak blady się zrobił, jak rozglądał się bezradnie, jak
podszedł do drzewa, by wesprzeć się o nie ramieniem.
Stała więc naprzeciw niego i mówiła dalej, zmuszając się do patrzenia, jak jej
ofiara wije się oparta o pień drzewa niczym konający wąż. Już zaraz przywróci
go do życia pełnymi miłości słowami, które przepełniają jej serce. Za chwilę za-
cznie mu powtarzać, jak wielka jest dzisiaj jej miłość do niego. Zaraz przypadnie
do niego i będzie całowała jego bladą twarz; będzie całowała te wytrzeszczone
oczy, które gapią się na nią ślepo, pełne szaleństwa. Za chwilę uspokoi go naj-
piękniejszymi zapewnieniami – i z powrotem będzie go miała dla siebie, od
teraz już na zawsze. Przyjdzie jej to bardzo łatwo. Nie będzie mógł bez niej żyć.
Najpierw jednak musi wylać z siebie, do ostatniej kropli, palącą truciznę, która
się w niej zebrała; odciążyć swoje własne sumienie, obarczając winą jego. Oboje
zgrzeszyli. Tak, byli wspólnikami. Była wspólniczką jego pracy. Niech więc on
będzie wspólnikiem jej winy.
– Mogłam pozbyć się ciąży, Wiktor – mówiła dalej tym samym, ostrym,
suchym tonem, by w ten sposób powstrzymać łzy, które napłynęły jej do oczu. –
Ale wtedy dowiedziałbyś się o wszystkim, a ja nie byłam gotowa, żeby ci o tym
powiedzieć. Chciałam chronić dom, dzieci, tak! Dziś nie żałuję, że tego nie
zrobiłam. Mam Danny’ego. Ty masz Danny’ego. Jesteś jego faktycznym ojcem.
Potrafisz sobie wyobrazić nasze życie bez niego? Wiktor, w późniejszych latach…
– łzy wzruszenia w jej oczach stały się jeszcze większe, ale jej głos pozostał czy-
sty i stanowczy – w późniejszych latach, kiedy dzieci urosły, a ja czułam się tak
okropnie źle z naszego powodu… Nie odeszłam od ciebie, nie tylko ze względu

