Page 69 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 69
68 OCALALI
– Nasz dzień… – poprawił ją łagodnie i uśmiechnął się.
– Muszę ci powiedzieć, Wiktor – mówiła dalej – że cię kocham, jak jeszcze
nigdy nikogo nie kochałam.
Przyciągnął jej dłoń do swoich ust.
– Dziękuję ci… – wyszeptał z nabożeństwem.
Gdy tylko ją pocałował, cofnęła dłoń.
– I nigdy nie kochałam cię tak, jak kocham cię teraz – ciągnęła. Tu jednak
przypomniała jej się scena z filmu wojennego, który widziała niedawno: nazi-
sta, celując z karabinu, woła do siebie rozbawione i roześmiane dziecko na łące
pełnej kwitnących kwiatów. Wciąż jeszcze ze spuszczoną głową, Sonia odwróciła
się od Wiktora, nie podejmując ręki, którą do niej wyciągnął. – Ale muszę ci to
powiedzieć… – Zatrzymała się na chwilę, by złapać oddech. Serce biło jej mocno.
– No powiedz… – Uśmiechnął się ze spokojem.
Podniosła głowę, zmierzyła go wzrokiem, zajrzała mu prosto w oczy. Jego
uśmiech rozdzierał jej serce. Mimo to, z taką samą, stanowczą brutalnością
ostrzegła:
– Będzie bolało. Mam nadzieję, że jesteś wystarczająco silny… Mam nadzieję,
że mi wybaczysz.
– Strzelaj! – Groteskowo rozłożył ręce.
Poczekała, aż opuści ręce z powrotem i wypaliła:
– Danny nie jest twój.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
– Co to znaczy… nie mój?
– To znaczy, że nie jesteś jego ojcem.
– Więc kto nim jest…?
– Berger.
– Zwariowałaś.
– To jest moja pierwsza chwila poczytalności, Wiktor. Przez ostatnie piętna-
ście lat prowadziłam podwójne życie. To prawda. Byłeś tak pogrążony w swoich
stosach papierów, że nie nabrałeś nawet cienia podejrzeń. Co miałam ze sobą
zrobić według ciebie? Chciałam odrobiny bliskości, intymnego towarzystwa
mężczyzny. Chciałam żyć, cieszyć się życiem, bywać w miejscach… po codziennej

