Page 55 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 55
54 OCALALI
Sonia i Wiktor próbowali więc tu, w Górach Laurentyńskich, stać się jak
dzieci – w ich prostocie, w ich niewinności; próbowali naśladować swoje własne
potomstwo, które dokazywało wokół nich jak wiewiórki. Były to tylko próby, bo
nie zawsze im się to udawało. Od ciężaru miejskich trosk, od ciężkich doświad-
czeń minionych lat, od nocnych koszmarów nie zawsze łatwo było się uwolnić,
nawet tu, nawet w tej duchowej ustroni. Ostatecznie bowiem żadne z nich nie
było źdźbłem trawy, krzakiem, kroplą wody, wiewióreczką, ani też dzieckiem. Byli
dorosłymi ludźmi z widzącą świadomością i ślepą podświadomością, czy nawet
zupełnie na odwrót – i części duchowych skrzywień nie dało się już naprostować.
Mimo to, samo podjęcie tej próby było odświeżające, odnawiające.
Kiedy dzieci Soni i Wiktora podrosły, przestały jeździć z rodzicami do gór-
skiego domku. Sprzykrzyło im się spędzanie wakacji stale w tym samym miej-
scu. Dzieci z reguły nie zachwycają się malowniczymi krajobrazami aż tak jak
dorośli – dla których każdy piękny zakątek jest pociechą, jakoby darem, czy też
wyjątkiem, cudem. Dzieci szybko przyzwyczajają się do uroku natury, być może
dlatego, że ich relacja z nią jest bardziej zażyła, a także dlatego, że w życiu dziec-
ka, w dziecięcych figlach i psotach, estetyczny aspekt otoczenia nie gra żadnej
szczególnej roli. Wchłania się go, nie zwracając nań uwagi w procesie odkrywania
świata, nie będąc go świadomym. Człowiek zdaje sobie z niego sprawę dopiero
później, najczęściej we wspomnieniowej melancholii. Dzieci Soni i Wiktora
miały dosyć tego samego lasu każdego lata, tego samego brzegu, a także ciągłej
obecności rodziców, którzy również mieli wówczas wakacje. Dzieci zaczęły więc
jeździć na obozy w różnych częściach Kanady albo Stanów. Tylko najmłodszy
syn, Daniel, Danny, zachował sentyment dla chatki i przyjeżdżał tu z rodzicami,
a później także sam.
Danny w dzieciństwie był chorowity, drobny i zamyślony. Wcześnie jednak
stał się dobrym pływakiem i ambitnym biegaczem i w latach tuż przed rozpoczę-
ciem okresu dojrzewania, kiedy siła fizyczna staje się bardzo ważna dla młodych
chłopców, dzięki surowości taty wziął się w garść, zaczął rosnąć wzdłuż i wszerz
i stał się młodzieńcem słusznej postury. Miłość do muzyki, którą wykazywał od
wczesnych lat dzieciństwa, skłoniła rodziców, by wcześnie zaczęli uczyć go gry
na skrzypcach, ulubionym żydowskim instrumencie, i tym sposobem skrzypce

