Page 59 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 59

58                            OCALALI



         by usiąść przed telewizorem. A kiedy trawił ją niepokój, chwytała za płaszcz i biegła
         pobyć parę godzin z przyjaciółką albo szła do kina. Raz w tygodniu spędzała też
                                          5
         wieczór na koncercie w Place des Arts . Była to dla niej szczególnie świąteczna
         okazja, na którą stroiła się, jak żartował Wiktor, „jak na rozwód”.
            Wiktor czuł się winny w związku z tym, że wszędzie musi chodzić sama, że ją
         zaniedbuje. Tym bardziej, że dobrze ją znał. Było mu żal każdej chwili, w której
         nie mógł cieszyć się jej bliskością, jej pikantną witalnością, jej żywą inteligencją
         i urokiem. Czuł się zawsze rozdarty pomiędzy nią i biurkiem i marzył o dniu,
         w którym nie będzie go już ciągnęło do sterty papierów – tylko do niej, jego
         wiecznej miłości.
            Kiedy przychodziła pożegnać się z nim przed wyjściem na koncert, wystrojona
         w swój odświętny płaszcz, z nową torebką, w eleganckich butach na szpilkach,
         otaczał go luksusowy zapach perfum; kiedy patrzył na czarne, falowane włosy
         okalające jej promienną twarz w kolorze orzechowego brązu, łapiąc jej niespo-
         kojne, ciemne, gorące spojrzenie – serce aż ściskało mu się od jej piękna. Był
         zazdrosny o wszystkie obce oczy, które tego wieczoru będą na nią spoglądały.
         On, winowajca, stęskniony i wdzięczny, całował ją.
            – Wybaczysz mi, Sonieczko? – wybąkiwał. – Mam jeszcze trochę bagaży
         do wyładowania z głowy i boję się, że jeśli tego nie zrobię dziś, to zapomnę,
         rozpłyną się…
            Śmiała się swoim donośnym, przyciągającym śmiechem, którego dźwięk nie
         zmienił się, odkąd była dziewczyną:
            – Ty mi wybacz, Wiktor, że nie mogę ci w niczym pomóc.
            – Co to znaczy, że nie możesz mi pomóc? Przecież pomagasz mi na każdym
         kroku! – Śmiał się razem z nią. – Wyobrażasz sobie, że byłbym w stanie zrobić
         taki kawał roboty bez ciebie? To przecież nasza wspólna praca, moja droga. Tak
         jest. Nasza wspólna. Zgódźmy się tylko co do tego…
            Znikała. Wracał do biurka, a ich pies, Lord, mościł się mu przy nogach.




         5    Największe kanadyjskie centrum sztuk widowiskowych, kompleks kultury i rozrywki w Montrealu,
            gdzie znajduje się sześć sal koncertowych, w tym Maison Symphonique.
   54   55   56   57   58   59   60   61   62   63   64