Page 63 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 63
62 OCALALI
Berger niespodziewanie poczerwieniał. Chciał odpowiedzieć Wiktorowi
uśmiechem, ale jego twarz wykrzywiła się tylko w brzydkim grymasie. Rzucił
Wiktorowi dziwaczne spojrzenie, szybko odwrócił się od niego i zaczął rozma-
wiać z żoną.
Koncert rozpoczął się. W trakcie solowej partii Danny’ego Wiktor był tak
przejęty, tak podekscytowany, że nie słyszał nawet niektórych dźwięków. Serce
biło mu mocno, tęsknił za dłonią Soni, którą mógłby ścisnąć w przypływie radości.
Gdy skrzypce Danny’ego poczęły wspinać się po crescendo finałowych dźwię-
ków, Wiktor rzucił Bergerowi zwycięskie spojrzenie i, ku swojemu zaskoczeniu,
zauważył jego szeroko otwarte, załzawione oczy. W tym mgnieniu oka Wiktor
wybaczył Bergerowi wszystko. Czuł się bliższy mu niż bratu.
4
Sporo czasu zajęło jeszcze Wiktorowi ukończenie pierwszej wersji jego dzieła. Ma-
sza już dawno wyleczyła się z sercowej rany i pojechała studiować na Uniwersytet
w Toronto. W domu ogółem mówiło się dużo o uniwersytetach, ponieważ dwaj
pozostali synowie mieli właśnie składać aplikacje. Sonia, żywiołowa i radosna,
kontynuowała swoją codzienną rutynę. Dopiero co weszła w nową fazę swoich
zainteresowań: botanikę. Jak zwykle, gdy zapalała się w niej taka ciekawość,
długo i wnikliwie wykładała swojej rodzinie teorie o odczuwaniu roślin, o ich
„charakterze” i reakcji na bodźce, dajmy na to, na muzykę.
Żeby uczcić osiągnięcie przez Wiktora pierwszego i najważniejszego przy-
stanku w jego pracy, on i Sonia postanowili znaleźć wymówkę, wybrać się na
jednodniowe „wagary” od pracy w szkole i pojechać do domku w Górach Lau-
rentyńskich. Wzięli ze sobą psa Lorda, który dorastał razem z dziećmi, lubił
się ze wszystkimi, ale szczególnie przywiązany był do Wiktora; chodził za nim
wszędzie, jeśli nie miał akurat z kim się bawić.
W górach panowała złota jesień. Zagajnik, w którym położony był domek,
mienił się od barw. Droga w dół do jeziora, do Le petit lac mirage, była usłana
liśćmi we wszystkich odcieniach złota. Chodziło się dosłownie po złotych górach.

