Page 60 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 60

ARCYDZIEŁO                            59



                Kiedy Sonia wracała późnym wieczorem, a dzieci już spały, Wiktor zmuszał
             się, by odsunąć od siebie stos papierów i nalegał na już nieco zmęczoną, senną
             żonę, żeby poszła z nim trochę pospacerować. Brali ze sobą psa. Rozmawiali wte-
             dy o mieszkaniu, o dzieciach, o swojej nauczycielskiej pracy, i planowali kolejny
             wyjazd w Góry Laurentyńskie.




                                               3

             Zbliżał się dzień pierwszego solowego występu Danny’ego z montrealską orkiestrą
             młodzieżową i cała rodzina szykowała się do pójścia na koncert. Nawet najstarsze
             z dzieci, które studiowało już na Uniwersytecie Columbia, przyjechało z tej okazji
             do Montrealu. Wszyscy kochali Danny’ego.
                Jednak na dwa dni przed tym wielkim świętem Masza, jedyna córka Soni
             i Wiktora, ogłosiła, że zerwała z chłopcem, z którym wówczas chodziła – i w domu
             zapanowała żałoba. To była pierwsza, dziewczęca miłość, wielka miłość, i Masza
             dosłownie przechorowała to rozstanie. Nie jadła, nie piła. Dniem i nocą cho-
             dziła zapłakana w szlafroku; albo też wyglądała przez okno pustym wzrokiem
             i nie słyszała, co się do niej mówi, jak gdyby między nią a światem stanął mur i nic
             do niej nie docierało. Sonia nie odstępowała jej ani na krok. Milcząca, rozdarta
             i jak gdyby winna, przeżywała tragedię córki razem z nią.
                Masza wyglądała jak trup, jak cień samej siebie. Nie było mowy o tym, żeby
             miała iść na koncert. Wiktor i dzieci dopiero się jednak zdziwili, gdy Sonia w dniu
             koncertu oświadczyła, że ona też zostanie w domu z córką.
                – Czuję w tym rękę losu – tłumaczyła Wiktorowi i Danny’emu, siedząc z nimi
             sam na sam w kuchni. – Nie jest mi przeznaczona ta przyjemność… usłyszenia
             cię dziś, Danny. Ale z tego powodu, synku, będziesz dziś tym lepiej grał i…
             i Maszeńka tym prędzej dojdzie do siebie.
                Ani Wiktor, ani Danny nie mieli pojęcia, o co jej chodzi. Na Maszeńkę nie
             czyhało żadne niebezpieczeństwo. Przeżyła wielką stratę, owszem. Nie było
             jednak wątpliwości, że czas zrobi swoje i życie Maszy będzie toczyło się dalej.
             Była podobna do swojej matki. Gwałtowna i zadziorna, za mocno kochała to
   55   56   57   58   59   60   61   62   63   64   65