Page 51 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 51

50                            OCALALI



            Pewnego razu, gdy był już w wysokich górach, jednej z takich jasnych nocy,
         które były dniem, wypuścił się samochodem nieco dalej. Ogarnął go marzycielski
         nastrój, jakby wszystko, co widział, było jawą i snem. Wyraźnie czuł, że ktoś zajął
         miejsce na pomarańczowym fotelu obok niego. Przed nim ciągnęła się biała i pusta
         droga, po obu stronach której pięły się ogromne, pokryte śniegiem szczyty gór
         niczym wielkie kobiety okryte białymi prześcieradłami. Ogarnęło go uczucie
         nieskończoności, a zarazem poczuł ciepłą intymność.
            Z daleka dostrzegł postać stojącą na skraju drogi. Na sekundę przypomniał
         sobie rzeźby Henry’ego Moore’a, które dobrze znał z ogrodu Tuileries, gdzie
         zwykle czekał na Różę. Postać wyciągała rękę, jakby chciała zatrzymać samochód.
         Kiedy się nieco zbliżył, wyraźnie dostrzegł kobietę w bieli, z długim, białym, roz-
         wianym szalem na ramionach. Była niemal przeźroczysta, jakby pusta. Uśmiech-
         nął się na myśl o skojarzeniu żywej osoby z dziełem sztuki. Zaśmiał się głośno.
         To rzeźby, które widział u starego artysty, tak na niego podziałały. Mocniej na-
         cisnął na pedał gazu i pognał w kierunku kobiety.
            Była po drugiej stronie przepaści, do której spadł…
   46   47   48   49   50   51   52   53   54   55   56