Page 53 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 53
52 OCALALI
jak tańczące złote monety. Zbierają się na złotych podwórzach, całe góry, na
chodnikach, a przechodnie idąc, zdają nurzać się w złocie.
Góry Laurentyńskie stają się wtedy miejscem jak z czarodziejskiej baśni. Jeździ
się tam na wycieczki, tylko po to, by ujrzeć złotą szatę leśnego listowia. Turyści,
również ze Stanów Zjednoczonych, wybierają się tam, by podziwiać to piękno.
Dla mieszkańców Montrealu Góry Laurentyńskie to wakacyjny kierunek
par excellence, i to o każdej porze roku, ponieważ zimą góry te posiadają szczególne
piękno: piękno tak dramatyczne, w grze kontrastów między czarnymi pniami
drzew a lodową, mroźną, nieskazitelną bielą, jak i pieszczotliwie uspokajające
dla oka, z łagodnymi konturami horyzontu, które tu i tam zapadają się i zała-
mują w przestrzeni, i zda się, że niebo i ziemia są jednym kawałkiem kryształu,
ukształtowanym w ogromną, magiczną kulę.
Zimą można się tu wybierać na długie wycieczki saniami po białych drogach
i po zamarzniętych jeziorach, i uprawiać wszelkiej maści zimowe sporty. Ośrodki
narciarskie z przylegającymi do nich schroniskami i górskimi domkami nigdzie
nie są lepiej zorganizowane. Cieszą się też nie mniejszym powodzeniem niż po-
dobne ośrodki w Szwajcarii; a oszklone, dobrze ogrzewane tarasy hoteli są pełne
składanych krzeseł dla tych, którzy są mniej odważni, i którym wystarczy iluzja
bycia na dworze i sam zamiar wzięcia udziału w zimowych przygodach natury.
Latem wszak nie ma już o tym mowy. Góry Laurentyńskie stają się wtedy przy-
jemnie chłodnym rajem. Zamiast kąpać się w pocie, w dusznym mieście podczas
wielkich upałów, można przecież kąpać się w setkach klarownych jezior, można
pływać, jeździć na nartach wodnych, wybrać się w rejs katamaranem, żaglówką,
motorówką, albo po prostu wyciągnąć się na dmuchanym, plastikowym materacu
i leniwie dać się ponieść nurtowi. Można też iść na długie spacery w las, pieszo,
zbierać jagody, maliny, poziomki. Albo też leżeć w cieniu pod drzewem i wodzić
wzrokiem za rozbrykanymi wiewiórkami, wsłuchując się w śpiew ptaków, czytając
jakiś bestseller bądź plotkując z sąsiadem spod drzewa obok. Nawet przebrzydłe
komary, które panoszą się tu latem, ciesząc się krwią z nagich ciał, nie są w stanie
osłabić przyciągającej siły Gór Laurentyńskich.

