Page 49 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 49
48 OCALALI
– Spotykasz się z inną kobietą.
– Ależ skąd, broń Boże – zaprzeczył takim tonem, jakby kłamał, i już chciał
opowiedzieć jej o wszystkim. Ale właśnie w tej chwili Róża się rozpłakała.
Również jego oczy napełniły się łzami, ponieważ nagle uświadomił sobie, że
się nad nią lituje, ale już jej nie kocha.
Niedługo potem odszedł od Róży, zapuścił brodę i rozpoczął swoją długą
wędrówkę. Został profesjonalnym alpinistą, dołączając do wszystkich możli-
wych wypraw w Himalaje, na Mount Everest. Nie pokochał już żadnej kobiety
tak, jak kochał Różę. Jednak między jedną wyprawą a drugą uganiał się za
dziewczynami, szukając tej, która go oczaruje, lecz nie mógł jej znaleźć. Przez
jakiś czas chodził nawet z kobietami starszymi od siebie w nadziei, że obu-
dzą w nim to wielkie uczucie, które, jak sądził, gdzieś na niego czeka. Starsze
panie były napalone, przytłaczały go swoją żądzą i rozpieszczały. Było w nich
zbyt wiele fizycznej witalności ostatnich lat życia, ale nie posiadały tego, czego
szukał.
W końcu dotarł do Ameryki, do Kanady, gdzie chciał odwiedzić Góry Skaliste.
Zatrzymał się w Montrealu. Zamierzał przejechać samochodem przez niemal
cały kraj. Miał dużo czasu, nie brakowało mu również pieniędzy. Chciał kupić
dobre, używane auto, zaczął więc studiować ogłoszenia w gazetach.
Jedno z nich przywiodło go na ulicę u stóp góry Mont Royal w samym
centrum miasta. Dotarł do atelier jakiegoś starego, siwego rzeźbiarza. Od razu
przypomniał sobie o makabrycznym incydencie sprzed lat, o którym starał
się zapomnieć. Jednak ten rzeźbiarz nie przypominał Gawriela. Był zbyt stary
i nosił okulary w grubych oprawkach. A pytać o Gawriela Jean-Pierre nie chciał.
Po co? Nie miał zamiaru zatruwać sobie tej przyjemnej podróży. To był jeden
z powodów, dla których jak najszybciej chciał opuścić to miasto. Poza tym nie
miał okazji porozmawiać ze starcem ani nawet lepiej mu się przyjrzeć. W tym
domu co innego przykuło uwagę Jean-Pierre’a.
Rzeźbiarz wprowadził go przez korytarz do studia pełnego zapierających dech
w piersiach rzeźb, które go bardzo poruszyły. Nigdy nie interesował się rzeźbą
bardziej niż innymi rodzajami sztuki. Odczuwał je swoją skromną wrażliwością
typową dla przeciętnie wykształconego człowieka dorastającego w mieście tak

