Page 44 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 44

OSTATNIA MIŁOŚĆ                         43



                – Dzisiaj! Dzisiaj wieczorem, o dwudziestej trzydzieści. Hotel Le Meurice,
             pokój numer sześćset trzydzieści dziewięć.
                Wpadł do kiosku, kupił pudełko cygar i wrócił do hotelu.
                Powoli przemierzał pokryte dywanami foyer hotelu Le Meurice. Odbywał
             się tam zlot fotografów i reporterów. Wystrojeni mężczyźni i kobiety, biali
             i czarni, stali w luźnych grupkach, parami. Kelnerzy z kieliszkami szampa-
             na i zakąskami na srebrnych tacach chodzili od jednego kółka gości do dru-
             giego. Drzwi do wielkiego salonu z lustrami i kryształowymi żyrandolami
             stały szeroko otwarte.
                Gawriel skierował tam swoje kroki, zajrzał do środka, zapytał, czy ma się tam
             odbyć jakaś uroczystość.
                – Yes, sir! Uroczysty lunch dla delegatów konferencji pokojowej, a wieczorem
             będzie bal i kolacja – poinformował go uprzejmie wysoki, niezadowolony Anglik.
             Gawriel ukłonił się i skierował kroki do windy. Czuł w sobie spokój.
                Wjechawszy na szóste piętro i otworzywszy pokój, napotkał spojrzenie sza-
             rozielonych oczu Amalii. Uśmiechnął się do niej szeroko i przyklęknął obok jej
             posłania. Ujął jej gorącą dłoń.
                – Znalazłem go, najdroższa – powiedział spokojnym, łagodnym głosem. –
             Piękny jak Adonis. I… ma gorące serce… pasję… Jest do nas podobny.
                Od tej chwili byli szczególnie ostrożni wobec siebie i szczególnie czuli, jed-
             nak niewiele przy tym rozmawiając. Gawriel niemal nie zauważył, że Amalia nie
             kończy zdań, jąka się, prawie się nie rusza, niczym sparaliżowana – tak bardzo
             był zajęty swoim stanem psychicznym, zwycięstwem nad sobą i wchłanianiem
             w siebie realno-nierealnego, tragicznego piękna tego dnia w swoim życiu. Rów-
             nież on nie kończył zdań, chociaż głowę miał pełną słów i modlitw oraz tonów
             Kindertotenlieder Mahlera. Wydawało mu się, że nie może hałasować, że musi
             chodzić na czubkach palców, aby kogoś nie zbudzić.
                Po południu zaczęli się powoli przygotowywać, szykować duchowo, aż w ogóle
             przestali rozmawiać. Gawriel umył Amalię na łóżku i dopilnował, aby przed nocą
             ponownie zmieniono pościel. Ubrał ją w najpiękniejszą koszulę nocną – w za-
             sadzie oboje uważali ją za najpiękniejszą – chociaż była już bardzo stara. Nosiła
             ją pierwszej nocy, którą razem spędzili w Paryżu. Koszula wyglądała jak suknia
   39   40   41   42   43   44   45   46   47   48   49