Page 43 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 43
42 OCALALI
Opowiedział Jean-Pierre’owi wszystko o sobie i Amalii, a także o misji, którą
mu powierzyła.
Zaraz potem pojawiła się młoda, piękna dziewczyna z rozwianymi blond
włosami, szybko biegnąca po żwirowej ścieżce ogrodu ku miejscu, w którym
siedzieli na żeliwnych ławkach. Mężczyźni aż podskoczyli. Młodzi przypa-
dli do siebie z takim impetem, jakby nie widzieli się przez całe wieki. Do-
piero po dłuższej chwili Jean-Pierre opanował się i przedstawił Gawrielowi
narzeczoną.
– To jest Rose… Róża.
Faktycznie wyglądała jak młoda, dopiero co rozkwitła róża. Jej ogromne,
niebieskie oczy, załzawione od wiatru, uśmiechały się. Rozpalone policzki po-
krywała pastelowa czerwień koralu, barwa zachodzącego słońca. Odsuwając
z twarzy opadające pasma długich włosów, dziewczyna próbowała wytłumaczyć
Jean-Pierre’owi powód swojego spóźnienia. Trzymali się mocno za ręce, stojąc
blisko jedno przy drugim, napierając na siebie, by być jeszcze bliżej.
Jean-Pierre wręczył Róży pięciodolarówkę od Gawriela, datek na rzecz ruchu
pokoju. Dziewczyna wypisała kwitek i podała darczyńcy. Ten życzył im dużo
szczęścia i odszedł, ciesząc się łagodnym spokojem, który ogarnął jego umysł.
Przygotowywał się wewnętrznie, jak odmówić Amalii spełnienia jej niereali-
stycznego życzenia. Nie był w stanie temu sprostać. Tym bardziej teraz, po tym
spotkaniu z młodością i zdrowiem.
Kiedy wszedł do hotelowego pokoju, leżąca na łóżku majestatycznie blada
Amalia otworzyła oczy. Popatrzyła na niego, uśmiechnęła się lekko i niczego nie
mówiąc, ponownie przymknęła powieki. Przez całe popołudnie i wieczór Gawriel
nie umiał znaleźć odwagi, aby z nią porozmawiać.
Nazajutrz, gdy wyszedł na ulicę na poranną przechadzkę, która była dla niego
koniecznością, zza jednej z kolumn wyłonił się Jean-Pierre, powoli zbliżając się
do niego.
– Monsieur – powiedział zdecydowanym głosem samobójcy – pomogę panu.
W imię miłości panu pomogę… Złożę ofiarę… Uzyskam przebaczenie... błogo-
sławieństwo. Monsieur, kiedy mam przyjść?
Gawriel szybko odpowiedział suchym głosem:

