Page 35 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 35
34 OCALALI
Mył ją Gawriel. Oboje dobrze się z tym czuli, chociaż podczas tych sesji ką-
pielowych serce pękało mu z bólu. Kiedy dotykał rękami jej ciała, zdawało mu
się, że pracuje nad rzeźbą, do której dokłada kawałki gliny, aby ją odpowiednio
uformować, ale one nieustannie odpadają. W taki sposób, dotykając Amalii,
czuł, jak odpadają od niej kawałki życia. Czuł, że traci zmysły. Raz zdarzyło się,
że zapragnął jej śmierci, ponieważ tak ją kochał, że nie mógł na to patrzeć i chciał
już mieć wszystko za sobą.
Często rozmawiali o jej odejściu i o tym, co się stanie po jej śmierci. Wysłała
go nawet, aby kupił sobie cały komplet – płaszcz, garnitur, koszule, krawaty, buty,
które będzie nosił, kiedy jej zabraknie, aby już teraz miał wyobrażenie, jak będzie
wyglądać. Im bardziej gasło w niej życie, tym bardziej go kochała. Już dawno też
znalazła odpowiedź na swoje pytanie.
Tego poranka powiedziała do Gawriela:
– Gabrielu, wiesz, jakie siły najbardziej wpłynęły na moje życie? Rzecz jasna,
to były miłość i strach przed śmiercią. Obie wyrażały się w mojej pasji erotycznej,
w seksualnej namiętności. Wiesz przecież, że istnieje pokrewieństwo pomiędzy
orgazmem a śmiercią. – Po czym brutalnie szybko dodała: – Zgadnij, jakie jest
moje ostatnie życzenie, Gabrielu. Tym, czego najbardziej pragnę na sam koniec,
jest spać z mężczyzną.
– Amalio… – wymamrotał, a jego twarz przeszył bolesny grymas uśmiechu.
A ona mówiła dalej:
– Nie śmiej się, najdroższy. Czemu tak spąsowiałeś? Przecież nie możesz mi
teraz powiedzieć, że moje ciało jest odrażające, kiedy dopiero co, przed chwilką,
myjąc mnie, stwierdziłeś, że moja skóra jest taka delikatna, miękka i biała. Jak to
ująłeś? Jest niczym biały jedwab. Zgadzam się. Patrzyłam w lustro, kiedy wycie-
rałeś mnie ręcznikiem. Kobieta nawet na łożu śmierci pragnie być piękna. Wie-
działeś o tym? Nie odważyłabym się mieć takiego życzenia, gdybym nie wiedziała,
że wciąż jeszcze jestem piękna. Piękna, bo za taką mnie uznałeś… Uformowałeś
mnie, ukształtowałeś dłutem i swoimi spojrzeniami, pieszczotą swoich dłoni,
nieustającym powtarzaniem przez te wszystkie lata, jak bardzo mnie kochasz,
jak kochasz moje ciało, ramiona, jak lubisz na mnie patrzeć, dotykać. Dzięki
temu twoja roślina kwitła. I wciąż kwitnie. I to, co we mnie jest tak bardzo chore,

