Page 34 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 34
OSTATNIA MIŁOŚĆ 33
fale dreszczy na skórze. W ogrodzie spacerowały młode pary. Rozochocone
dzieciaki w szkolnym wieku goniły się po trawnikach pokrytych opadłymi liśćmi.
Przez mgłę cierpienia i przesłaniający oczy cienki welon odurzenia wywołanego
przez leki przeciwbólowe widziała, że niebo w górze wygląda jak dzieło mistrza
impresjonisty czy natchnionego pointylisty.
W tym czasie jej umysł, marzący na jawie, boleśnie przytłumiony, wędrował
po wewnętrznym, jesiennym świecie, w którym kawałki wspomnień szybowały
na wietrze jak złote liście o suchych, ciemnych brzegach. Jeszcze jeden listek,
młodziutki, wciąż nieotwarty, jakby ciągle czekał na swoje lato, które nigdy nie
nadejdzie, był mocno zrośnięty z pniem pamięci, i teraz, nagle, gdy opadły liście
wspomnień, zajął samo centrum jej umysłu – jak zielony wykrzyknik, krzyk
w absolutnej pustce.
Pytanie, które wydawało się tragiczne i śmieszne, pulsowało jej w głowie:
kim był ten idiota – pytała samą siebie – który stwierdził, że nie warto przeżyć
niezbadanego, nieprzeanalizowanego życia? Co za głupiec! Życie jest przecież
jak wino. Wystarczy poczuć jego smak na wargach. Niech producenci wina czy
też naukowcy je sobie analizują, jeśli dzięki temu poczują jego smak. Ale mnie
wystarczy to, że czarodziejski strumień przepływa przez moje żyły. A jednak… jed-
nak chciałabym wiedzieć... Muszę się dowiedzieć, co było tą największą siłą, która
zadecydowała o kształcie mojego życia. Co było jego największą namiętnością.
Nie musiała długo szukać odpowiedzi, a mimo to cały nadchodzący tydzień
poświęciła rozważaniom nad tym zagadnieniem.
Był jasny, niedzielny poranek. Paryż był zalany słońcem i ożywiony eleganckimi
spacerowiczami. Gawriel wciąż jeszcze był w piżamie. Amalia w białym szlafroku
siedziała w miękkim fotelu. Kelner z obsługi hotelowej dopiero co przywiózł
na stoliczku śniadanie dla niej i dla niego z obowiązkową miseczką truskawek.
Wolała na nie patrzeć, niż je zjeść.
Długie włosy Amalii, kiedyś koloru złotego blondu, związane były teraz
w luźny szary warkocz, który niczym opadający wąż leżał na jej piersi. Gawriel
obsługiwał ją przy stole, pomagając we wszystkim. Przyjechała z nimi pielęgniarka,
ale korzystali z jej usług tylko w związku z leczeniem czy przy okazji porannej
toalety i przy myciu. Potem jednak zrezygnowali również z tego ostatniego.

