Page 33 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 33

32                            OCALALI



         oddech miłości. Ludzie oszaleli. Kobiety, patrząc na taką rzeźbę, rozpoznawały
         własne dusze ujawnione w całym ich pięknie. Mężczyźni widzieli w nich kobiece
         ciała, do których tęsknili.
            Im trudniej było Gawrielowi rozstawać się z pracami, tym bardziej podnosił
         ceny, aby odstraszyć klientów, a mimo tego popyt na nie cały czas rósł. W czasie
         każdej wystawy jego prac w Kanadzie czy za granicą, kiedy studio pustoszało,
         czuł się osierocony, chory, pozbawiony oparcia. I zaraz zaczynał tworzyć nowe
         Amalie, formowane w pokorze z obrazów utrwalonych w jego wyobraźni. Im
         bardziej Amalia była chora, tym bardziej rosła jego sława jako artysty. Jakby jego
         twórczy geniusz żywił się jej chorobą. Jego sukces szedł ręka w rękę z jej przegraną.
         Jego twórcze zdrowie – ramię w ramię z największym cierpieniem jego życia.
            Zupełnie posiwiał. Wydawało mu się, że cała jego męskość wypaliła się w mi-
         łości dla żywej Amalii i w fizycznej walce, by ją wyczarować z surowego materiału.
            Kiedy Amalia uświadomiła sobie, że nie ma dla niej nadziei, a jej dni są po-
         liczone, poprosiła Gawriela, aby zabrał ją do Paryża. Lekarze nie zaoponowali,
         utrzymując, że wszystko, co jeszcze można dla niej zrobić, to spełnić jej ostatnie
         życzenia. Zarekomendowali dobrą pielęgniarkę, a Gawriel poczynił stosowne
         przygotowania. Tak jak sobie życzyła, zatrzymali się w Paryżu w tym samym
         hotelu Le Meurice naprzeciwko ogrodu Tuileries, w którym spędzili swoją
         pierwszą wspólną noc.




                                          3

         Po pierwszych dwóch tygodniach w Paryżu Amalia poczuła, że faktycznie
         opuszczają ją resztki sił. Siedziała przy otwartym oknie hotelowego pokoju. Był
         początek jesieni. Drzewa w znajdującym się naprzeciw ogrodzie zabarwiły się
         odcieniami ciemnego złota i żółtego brązu – barwami przypominającymi zachód
         słońca, które tak bardzo kochała.
            To najlepszy czas na pobyt w Paryżu. Nie było gorąco, lecz przyjemnie ciepło.
         Wiedziała o tym, obserwując, jak poruszają się ludzie na ulicy, jak są ubrani, jak
         się przyjemnie uśmiechają. Sama jak zwykle czuła w swoim ciele płomień i ciepłe
   28   29   30   31   32   33   34   35   36   37   38