Page 269 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 269

268                           OCALALI



         Spojrzał w górę na menorę i zobaczył wysoką, smukłą blondynkę wchodzącą po
         schodach prowadzących do ołtarza. Schody zdawały się wznosić coraz wyżej w po-
         wietrze, a ona unosiła się razem z nimi. Nie rozpoznał tej kobiety, ale było w niej
         coś znajomego. Może to była sukienka, odpowiednia na tę okazję – szara sukienka
         z wieloma plisami uszyta z bardzo lekkiego materiału. Herszowi zdawało się, że
         przez fałdy materiału dostrzega zarys ciała kobiety. Widział fakturę jej skóry. Był
         pewien, że kiedyś znał to ciało w najdrobniejszych szczegółach. Wdychał jego
         zapach, czuł jego delikatny dotyk, kuszącą miękkość. Odczuwał głęboką, intymną
         bliskość z tą kobietą. Zaczął przewidywać, w jaki sposób weźmie pomocniczą
         świecę od osoby stojącej przed nią i unosząc wysoko rękę, zapali piątą świecę.
            Rywka. To była Rywka, jego pierwsza żona. Zapaliła świecę, a następnie po-
         dała tę pomocniczą osobie, która stała za nią, i zeszła po schodach, których nagle
         zrobiło się tak dużo! Po czym zniknęła w tłumie stojących żałobników. Zapalono
         szóstą świecę. Chór ponownie zaśpiewał Friling Kaczergińskiego. Hersz usłyszał
         słowa: „Przywróć mi moją ukochaną, moją najdroższą”.
            Łzy napłynęły mu do oczu. Czy właśnie zobaczył żyjącą Rywkę? Jak to możli-
         we? Gdzie ona była przez cały ten czas? A co z dziećmi? Po wyzwoleniu długo ich
         wszystkich szukał, ale nigdy nie odnalazł. To właśnie podczas tych poszukiwań
         spotkał Bronię, która z kolei szukała swojego męża.
            Bronia ponownie wzięła dłoń Hersza i mocno ścisnęła ją w swojej. Hersz
         spojrzał na nią i zauważył, że po jej twarzy spływały łzy. „Dziwne”, pomyślał.
         Nigdy wcześniej nie widział, żeby płakała.
            – Mam dziwne przeczucie – wyszeptała. – Coś się wydarzy.
            – Muszę odetchnąć świeżym powietrzem – wyszeptał Hersz, wysuwając dłoń
         z jej dłoni.
            Ceremonia zapalania świec dobiegła końca i tłum znów usiadł, więc Hersz
         musiał przeciskać się przez niekończący się rząd twardych, wystających kolan, żeby
         przedostać się do przejścia. Chór wciąż śpiewał: „Breng mayn gelibte, mayn libste
         tsurik” – „Przywróć mi moją ukochaną, moją najdroższą”. Gdy wreszcie znalazł
         się w przejściu, Hersz zaczął lustrować twarze kolejnych rzędów żałobników,
         szukając kobiety, która zapaliła świecę. Cicho zawołał jej imię:
            – Rywka! Rywka!
   264   265   266   267   268   269   270   271   272   273   274