Page 273 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 273

272                           OCALALI



            – Boi się ciebie.
            – Czemu miałaby się mnie bać? Jestem tylko prochem i popiołem.
            – Boi się, bo pamięć o tobie jest święta. Wie o tym. Wie, że cię wielbię, kocham
         i zawsze będę kochał. Dlatego jest zazdrosna.
            Dźwięk wielu głosów śpiewających hymn partyzantów podążał za tymi trzema
         postaciami biegnącymi ciemną ulicą – trojgiem uciekinierów z koszmaru. Hersz
         chciał dogonić Bronię, która znikała w oddali, ale zmusił się do zatrzymania.
         Mocno stawiając stopy na ziemi, pozwolił, aby Rywka go dogoniła. Gdy stanęła
         przed nim, zobaczył swoją młodzieńczą przeszłość odbijającą się w jej delikat-
         nej, rozmarzonej twarzy, a także twarze swoich zmarłych dzieci. Białe krzewy
         jaśminu w pełnym rozkwicie olśniły jego oczy; czuł ich duszący zapach. Ujął
         piękne dłonie Rywki w swoje. Jej dłonie też się nie zmieniły; wciąż były delikatne
         i miękkie, jakby nigdy nie zaznały obozowej pracy. Dłonie nie ukryją prawdy,
         powiedział do siebie – i wtedy przypomniał sobie: Rywka nigdy nie dotarła do
         obozu koncentracyjnego; nigdy do niego nie weszła, nigdy nie porzuciła dzieci.
         Poszła z nimi wprost do krematorium.
            W ciemnym świetle ulicznych latarni jej dłonie lśniły nieziemską przejrzysto-
         ścią. Pocałował je i przycisnął do policzka. Przypomniał sobie dotyk jej miękkich
         palców, palców swojej pierwszej kochanki, palców matki swoich dzieci. Znów
         w uszach Hersza zabrzmiały słowa piosenki Kaczergińskiego: „Wiosno, przywróć
         mi ukochaną…”.
            – Gdzie mieszkasz, Rywko? – zapytał.
            – Mieszkam tam, gdzie mąż Broni – i wszyscy inni. Żyjemy na obrzeżach
         twojej świadomości.
            Hersz poczuł, że jego uporządkowane życie mu się wymyka. Wiedział, że
         musi je odzyskać. Nie było dla niego nic ważniejszego niż kurczowe trzymanie
         się ochronnej skorupy, którą zbudował wokół swojego życia.
            – Należysz do mojej przeszłości – powiedział jej.
            – Tak, ale twoja miłość do mnie nie umarła w Auschwitz.
            – Kocham Bronię.
            – Tak, kochasz, ale mnie też kochasz. Nawet Niemcy nie mogli zniszczyć
         naszej miłości.
   268   269   270   271   272   273   274   275   276   277   278