Page 277 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 277

276                           OCALALI



            Pomimo tego, że we wpisach do pamiętnika przeważnie opowiadała o swoim
         cierpieniu osamotnionej żony, o chorobach i problemach dzieci lub o stracie bli-
         skich, to pisząc, zawsze miała nadzieję, że w przyszłości będzie w stanie dostrzec
         między wierszami odbicie jakiejś innej formy życia, nieuchwytnego wewnętrznego
         życia duszy, którego dokładnej natury nie potrafiła określić. Właściwie rzadko
         wracała do swoich notatek, a kiedy już to robiła, zawsze ogarniało ją pewnego
         rodzaju przerażenie.
            Czasami mówiła sobie, że pisze pamiętniki z myślą o swoich dzieciach, które
         pewnego dnia mogłyby je przeczytać i dowiedzieć się o jej przeżyciach, a tym
         samym poznać ją lepiej jako tę osobę, którą naprawdę była, chociaż w głębi ser-
         ca doskonale wiedziała, że nikt nie uczy się w oparciu o cudze doświadczenia,
         i że jej dzieci nigdy nie zdołają zobaczyć jej w tym samym świetle, w jakim ona
         widziała siebie. Wiedziała, że nie ma innego sposobu, aby dzieci poznały własną
         matkę, niż przebywając z nią i obserwując ją w codziennym życiu. Wiedziała też,
         że jej doświadczenia z obozu koncentracyjnego nigdy nie będą mogły posłużyć,
         nawet w najmniejszym stopniu, za usprawiedliwienie chaotycznego charakteru
         jej obecnego życia.
            I tak oto kontynuowała pisanie pamiętników, nie wiedząc właściwie, dlaczego
         to robi, aż pewnego dnia zniszczyła je w akcie rozpaczy – tylko po to, by znów
         rozpocząć pisanie w przypływie nadziei.
            Ostatnio niczego nie odnotowała w pamiętniku przez cały okres krótkiego,
         bezsłonecznego lata, które minęło szybciej niż ubiegłoroczne czy to sprzed
         dwóch lat. Wymazana z pamięci przeszłość zamieniła się w coś, co nazywała
         „czarną dziurą”.
            Dzisiaj był piątek. Sara bała się piątków. Odczuwała przesądny niepokój zwią-
         zany z tym dniem, lęk przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, lęk, którego nie
         potrafiła się pozbyć, mimo wszelkich prób racjonalnego przekonywania samej
         siebie. Z czasów dzieciństwa pamiętała, że w piątki zawsze dostawała najgorsze
         oceny w szkole. Wojna też wybuchła w piątek. Jej matka zmarła w obozie w piątek.
         Zamach na Prezydenta Kennedy’ego miał miejsce w piątek. Również w piątek
         odkryła, że jej mąż ją zdradzał. W piątek miała wizytę u lekarza i również w pią-
         tek przeszła operację. Ponadto, w pamięci zachowała wspomnienie pewnego
   272   273   274   275   276   277   278   279   280   281   282