Page 282 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 282

PEWIEN PIĄTEK W ŻYCIU SARY ZONABEND               281



                Opuściła pokój córki i weszła do swojej sypialni. Najpierw odkurzyła stoliki
             nocne i ułożyła stosy książek, które na nich leżały. Ostatnio przed zaśnięciem nie
             była w stanie przeczytać więcej niż stronę lub dwie. Z jakiegoś powodu książki,
             nawet te najlepsze dzieła beletrystyki, straciły dla niej swoją magię. Zdradziły
             swoją obietnicę. Czy coś było nie tak z literaturą, ze sztuką w ogóle? A może
             problemem było samo życie? Być może książki nie były już substytutem innych
             potrzeb w jej świecie wewnętrznym. Czyżby straciła zdolność wchodzenia w inną
             rzeczywistość niż jej własna, zdolność wyobrażania siebie samej w czyimś życiu,
             ponieważ była tak pochłonięta swoim własnym?
                Nie mogła oprzeć się odczuciu, że jeśli wszystko było kłamstwem, to literatura
             była największym ze wszystkich. Wychowała się na literaturze, która karmiła jej
             marzenia. To literatura zapewniła jej wykształcenie. Teraz jednak nie mogła wy-
             baczyć jej niedociągnięć oraz faktu, że tak źle przygotowała ją do życia, lecz nadal
             kochała książki, które układała na stoliku nocnym czy na półkach w biblioteczce.
             Ciągle dodawała nowe, gdyż trudno jej było przejść obok księgarni obojętnie,
             bez wchodzenia do środka i często też wracała do domu z pakunkiem książek
             pod pachą. Czy kiedykolwiek przeczyta wszystkie, które posiada? Oczywiście,
             że nie. A nawet gdyby je przeczytała, jakie by to miało znaczenie?
                Odwróciła się w stronę małżeńskiego łóżka. Jakże ogromne jej się czasami
             wydawało! Biała pustynia między jednym a drugim ciałem. Gdyby łóżko mogło
             słuchać, czuć lub opowiedzieć historię – to czy ta historia byłaby prawdą?
                Sara zrobiła sobie jajecznicę na lunch i jedząc, przypomniała sobie, że powin-
             na pójść do sklepu spożywczego, bo w lodówce nie było już mleka. Gdy otulała
             się starym, podniszczonym płaszczem, pomyślała o futrze. Rzadko je zakładała,
             bo prawie nie było już ku temu okazji. Nie miało to jednak dla niej większego
             znaczenia.
                Czuła się swobodniej w swoim dobrze znanym, starym, zniszczonym płasz-
             czu. Bardziej pasował do jej usposobienia. Właściwie to czuła się winna, że
             posiada futro. Nie była żarliwą miłośniczką zwierząt, niemniej jednak czuła,
             że są jej bliskie.
                Szybko spojrzała na swoje odbicie w lustrze i poprawiła włosy. Wybiegając
             na ulicę, pomyślała, że znowu powinna zacząć chodzić do salonu piękności.
   277   278   279   280   281   282   283   284   285   286   287