Page 283 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 283

282                           OCALALI



         Nienawidziła siedzenia godzinami w salonie, a jeszcze bardziej nienawidziła
         sztywnych, napuszonych, natapirowanych włosów, które były efektem tych wizyt.
         Nie znosiła nawet zapachu lakieru do włosów. Z drugiej strony dbanie o włosy
         mogłoby ją podnieść na duchu. Mogłaby uzyskać bardziej młodzieńczy wygląd,
         zakrywając siwiznę. Wszystkie kobiety w dzisiejszych czasach farbują włosy.
         Wydawało jej się, że nie ma ani jednej starszej kobiety z naturalnym kolorem
         włosów, naturalną fryzurą i naturalną twarzą, która by do tego pasowała, twarzą,
         która świadczyłaby o upływie czasu. I cóż z tego? Obecnie najważniejsze było to,
         że kobiety były piękniejsze niż dawniej, chociaż ich uroda była powierzchowna.
            Czy nie powinna przynajmniej zadbać o swoją figurę? Co za wstyd chodzić
         w tych płaskich cichobiegach, które wyglądają jak kapcie! Powinna przyzwyczaić
         się do noszenia butów na wyższych obcasach, które sprawiają, że kobieta wygląda
         i czuje się wyższa i nie ma płaskich stóp. I dlaczego nie miałaby założyć futra?
         Zwierzę, z którego je uszyto, i tak już nie żyło. Nosząc futro, być może lepiej
         wyrazi swój związek ze stworzeniem, z którego skóry je uszyto.
            Orzeźwiający powiew wiatru i łagodne słońce wczesnego jesiennego popołu-
         dnia pieściły twarz Sary. Poły jej rozpiętego starego płaszcza trzepotały wokół niej
         jak skrzydła. Czuła się brudna i niechlujna. Chociaż nie było to trafne porównanie,
         to ślad tej samej odrazy do siebie, jaką czasami odczuwała w obozie koncentra-
         cyjnym z powodu noszonych tam łachmanów, powrócił, by ją prześladować.
            Dlaczego miałaby się tym wszystkim przejmować? Niby kto miałby ją zoba-
         czyć? Poza okazjonalną „wycieczką” do sklepu spożywczego całe dnie spędzała
         w domu sama, a kiedy Moniek był w domu, rzadko zauważał, w co była ubrana.
         A gdy zdarzały się rzadkie okazje, takie jak wyjście do teatru czy na rodzinne
         przyjęcie u znajomych, to sama musiała wykazać się inicjatywą, żeby usłyszeć
         komplement od Mońka.
            „Jak wyglądam?” – pytała.
            A on odpowiadał uprzejmie: „Ładnie” albo był bardziej hojny i mówił: „Bardzo
         ładnie”, patrząc przy tym na nią, jakby była przezroczysta.
            Może jednak powinna kupić sobie jakąś sukienkę. W przeszłości kupno nowej
         sukienki lub jakiegokolwiek innego elementu garderoby – czegoś, co kupowała
         wyłącznie dla siebie – pomogłoby jej podnieść się na duchu. Nie miała jednak
   278   279   280   281   282   283   284   285   286   287   288