Page 256 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 256

LISTY DO BOGA                         255



                Przeżywałeś wraz ze mną moje przedsięwzięcia, Tato, identyfikowałeś się
             ze mną. Dzięki mnie wyobrażałeś sobie, że w końcu zatraciłeś emigranckie
             wyobcowanie i stałeś się współuczestnikiem szalonego tempa życia na nowym
             kontynencie. Kiedy nachodziła Cię ochota, by mi trochę podocinać, nazywałeś
             mnie żartobliwie – choć zaledwie parę słów potrafiłeś poprawnie po angielsku
             wymówić – mister shrink, co jest potocznym, drwiącym określeniem psychiatry.
             Jednak gdy słowa te padały z Twoich ust, brzmiały w mych uszach nie jak szel-
             mowski żart, lecz raczej niczym apodyktyczna klątwa.
                                                        10
                „Mister shrink! Shrink ajn! Wer ajngeszrunken! ” – zdawało mi się, że tak do
             mnie wołasz. „Nie przerastaj mnie tak! Nie przyćmiewaj mnie!”.
                Do dziś masz słabość do Malki, Tato. Kochasz ją. Wiem o tym. Zgoda panująca
             w domu między wami zwykła mnie zarówno cieszyć, jak i drażnić. Oboje byliście
             zadowoleni i dumni ze mnie, waszego „ocalałego syna”. Razem martwiliście się,
             że tak ciężko pracuję i wspólnie sprawialiście, że czułem się jak wieczny dłużnik!
                Dłużnik? Oto leżysz tu, Tatusiu mój, niczym migoczący, gasnący płomień, a ja
             nie mogę nic dla Ciebie zrobić – poza pocałowaniem Twojej bezwładnej dłoni…
             poza zemszczeniem się na Tobie za grzech kochania mnie z takim oddaniem, poza
             uwolnieniem Cię od cierpienia i skazaniem za to siebie samego na potępienie – jak
             domagają się tego… jak rozkazują spojrzenia Twojej ukochanej Maleczki (czy może
             wydaje mi się tylko?). O Boże, jak ja jej nienawidzę – jak siebie nienawidzę. Jakże
             może człowiek… zwłaszcza były kacetnik dopuszczać do siebie takie nikczemne myśli?

                                               *
             Jakow sam nie wiedział, jakim sposobem przelawirował samochodem poprzez
             ruch uliczny centrum miasta i dojechał do szpitala. Tu zmusił się do trzeźwego
             myślenia i tak się skoncentrował, że pracował jak zahipnotyzowany.
                Po pracy żadną miarą nie mógł się przemóc, by wrócić do domu. Wybrał się
             na spacer do parku. Drzewa stały w pełnym przepychu babiego lata, każde ni-
             czym skąpany w słońcu wielobarwny – brązowo-czerwony, złoto-żółty – bukiet.



             10   (ang./jid.) Panie psychiatro! Skurcz się! Stań się przykurczem!
   251   252   253   254   255   256   257   258   259   260   261