Page 260 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 260

LISTY DO BOGA                         259



                – Ubierz się i wyjdź z dziećmi do parku – powiedział do niej spokojnie. Patrzył
             na nią intensywnie. Czy zrozumiała? Tak, jej wzrok pogładził go czule. Wstała od
             stołu. Zdawało mu się, że odrażający, wdzięczny uśmiech zajaśniał w kącikach jej
             ust. Nigdy jej tego nie wybaczy. Czuje strach… nienawiść... Ona jest żmiją. Siedzi
             w nim niczym dybuk i wplątuje go w sieć swoich jadowitych włosów Meduzy.
                Podszedł do niej i objął ją delikatnie. Przez cienki materiał szlafroka i jego
             koszulę poczuł ciepło jej nagich piersi.
                – Kocham cię, Maleczko, pamiętaj o tym – wyszeptał. Pochylił się do dzieci
             i ogarnęło go pragnienie, by wyciągnąć się na podłodze obok nich.
                – Papa! Papa! – Sammy pociągnął go za rękaw. – Weź mnie na barana choć
             na chwileczkę!
                Malka poszła się ubrać, podczas gdy Jakow podskakiwał wokół kuchenne-
             go stołu z Sammim na ramionach. Po chwili wróciła obładowana ubrankami.
             W nienaturalnym pośpiechu ubrali dzieci i wyszła z nimi na ulicę.
                Dom pogrążył się w upiornej ciszy. Jakow wrócił do swojego gabinetu, otwo-
             rzył szafkę z lekarstwami i wyjął fiolkę z morfiną oraz strzykawkę. Przygotował
             kłębek waty, po czym wbił strzykawkę w ampułkę. Szklana strzykawka zaczęła
             wciągać jedną dozę, po niej jeszcze kolejną. Powoli, jedna po drugiej, mijał kreski
             podziałki na szkle. Od dwóch ostatnich tygodni kreseczki te były drabiną, po
             której jego kołaczące serce zstępowało do otchłani dzisiejszego dnia. Zdumie-
             wająco silne serce ojca przez dziesięć dni zachowywało się jak gdyby nigdy nic.
             Dopiero cztery dni temu puls począł przejawiać pierwsze oznaki… serce zaczęło
             uznawać walkę za przegraną… poddawać się… przyjmować porażkę.
                Silne serce to kwestia dziedziczenia. To silne serce należy do silnego człowie-
             ka, którego ciało zostaje pożarte przez raka wyzwolenia. Jakow słyszał, jak jego
             własne serce łomotało mu w żyłach, w skroniach, ogłuszając zmysły. Wielkie serce
             waliło w pokoju, w pustce świata, w kroku Jakowa wychodzącego na korytarz,
             wyważyło drzwi do pokoju ojca.
                Łóżko. Oczy rejestrują je razem z wypukłością, która wznosi się ledwo wi-
             docznie pośrodku, razem z fałdami na kołdrze, aż w górę do poduszki, gdzie
             leży dziwnie goła i okrągła głowa. Z łysiny sterczy jedynie parę siwych włosów.
             Kolor skóry zlewa się z szarym światłem na szybach; twarz przypomina pożółkły
   255   256   257   258   259   260   261   262   263   264   265