Page 254 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 254

LISTY DO BOGA                         253



             w przyszłości. Z pewnością istnieje moralna różnica między tamtą selekcją prze-
             prowadzoną brutalnym ruchem ludzkiej ręki a tą – dokonywaną przez ślepy los.
             Jednak groza jest taka sama... Tatusiu, mój towarzyszu w doli i niedoli.
                Oto widzę nas obu w kacecie i przypominam sobie, jak nasze role się w tamtym
             miejscu zamieniły. Ja stałem się dla Ciebie ojcem, Twoją pociechą i pocieszycie-
             lem. Tam nie było wolno sprzeczać się z takim cudownie ocalałym skarbem jak
             rodzony ojciec. Tuliliśmy się do siebie. Opatrywaliśmy jeden drugiemu rany od
             zadawanych nam ciosów. Dzieliliśmy się kęsami strawy.
                Przypominam sobie… długie zimowe marsze, podczas których niosłem Cię
             na moich ramionach i plecach, tak jak Jezus niósł krzyż na Golgotę. Przeniosłem
             Cię przez rzekę, gdy ścigał nas grad kul karabinowych, w czasie naszej ucieczki
             z obozu dzień przed wyzwoleniem. Ty dałeś mi życie, Ojcze, a ja odwdzięczyłem
             Ci się wtedy – ocalając Twoje.
                Jakże wielki ból ogarnia mnie teraz, gdy przypominam sobie szczęście, jakie
             odczuwaliśmy po wyzwoleniu. Wynikało z czegoś więcej niż tylko z tego, iż
             byliśmy syci i wolni, że mogliśmy się oddawać bolesnym wspomnieniom i do
             woli sprzeczać się o co dusza zapragnie, a zwłaszcza o politykę. Polegało na nie-
             wypowiedzianej euforii, która niestety stopniowo bezpowrotnie minęła. Ty od
             nowa uczepiłeś się swoich przedwojennych „pryncypiów”, jak gdyby nigdy nic
             się na świecie i w naszym życiu nie wydarzyło. Ty, zawsze „praktyczny”, znalazłeś
             oparcie i pocieszenie w swoich dawnych iluzorycznych ideałach i mrzonkach
             o wyzwoleniu ludzkości, podczas gdy ja nie chciałem słyszeć o tych bzdurach.
             Ja, były marzyciel, pozornie pozbawiony złudzeń, a w rzeczywistości bujający
             w obłokach – tak samo jak kiedyś – na próżno czekałem na wyzwolenie przez
             poezję, tym razem poprzez nowy rodzaj poezji – by otwarła we mnie źródła łez
             i przyniosła mi wybawienie.
                Pamiętam, jak z czasem to ocalone życie zaczęło domagać się od Ciebie
             spełnienia. Nagle zacząłeś zazdrościć mi mojej młodości. Oto patrzę teraz na
             Ciebie i nie mogę uwierzyć, że jesteś tym samym moim ojcem, którego wtedy
             z taką energią, tak po męsku zaczęło ciągnąć do młodych ciał moich przyjaciółek.
             Zwykłeś wykradać listy mojej narzeczonej Malki do mnie i czytać je ukradkiem.
             W Twojej ojcowskiej miłości patrzyłeś na mnie z zaborczością króla Saula, którego
   249   250   251   252   253   254   255   256   257   258   259