Page 250 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 250

LISTY DO BOGA                         249



             przemijania – i przesłaniały mu widok. Tępy ból w jego sercu stał się jeszcze
             bardziej dotkliwy.
                 – Jesień w pełni… – Ze sztuczną wesołością skinął w kierunku bogactwa barw
             na zewnątrz. – Korzystaj chociaż ty z ostatnich słonecznych dni, Maleczko. Weź
             Sammiego i idź do parku, gdy tylko przyjdzie pielęgniarka. Muszę się spieszyć. –
             Wstał, ujął Malkę za obie ręce i przyciągnął ją do siebie. – Czy czujesz, jak jesień
             celebruje swój czas? Spójrz tylko na to drzewo.
                Oboje tęsknie przyglądali się drzewu, aż Jakowowi zaczęło wydawać się, że
             czerń oczu Malki wypływa z nich w łzawych kroplach smutku. Był jej wdzięczny za
             to, że zjednoczyła się z nim w bólu. Objął ją mocniej i pocałował długo i rozpacz-
             liwie, jak gdyby chciał wycałować z niej nadzieję, lub jakby się bał, że kiedy tylko
             oderwie swoje wargi od jej, ona otworzy usta, żeby go prosić… by rozkazywać…
                Odsunął się od niej raptownie.
                – Dziś czeka mnie w szpitalu ciężki dzień – powiedział szybko.
                Wyszła na korytarz zaraz za nim.
                – Nie wracaj do domu zbyt późno, mój drogi. Boję się być tu sama. I daj mu
             zastrzyk, zanim wyjdziesz. Nie zapomnij, proszę cię.
                Kiwnął głową i wszedł do swojego gabinetu, by przygotować iniekcję dla ojca.


                                               *
             Mijały dni i codziennie rano w kuchni powtarzała się ta sama scena. Rów-
             nież tego poranka Malka siedziała u boku Jakowa przy stole, a Sammy bawił
             się na podłodze. Jakow chrupał śniadaniowe cereal i jednocześnie próbował
             uśmierzyć swój osobisty ból, przebiegając wzrokiem po krzyczących do nie-
             go z otwartej gazety nagłówkach przygnębiających wiadomości. Od czasu do
             czasu rozglądał się dookoła. Sammy siedział obok bosych nóg Malki, z jej unie-
             sionej stopy zwisał niedbale czerwony, aksamitny pantofel. Jesienne światło
             słoneczne przeświecało przez plątaninę czerwono-złotych liści klonu i pada-
             ło na brązowe kędziorki na głowie Sammiego oraz lśniący jedwab czarnych
             włosów Malki.
                Jakow czuł, że Malka patrzy na niego uporczywym wzrokiem. Poczuł się
             zmuszony podnieść głowę znad gazety. Na jej pokrytej cienką siatką zmarszczek
   245   246   247   248   249   250   251   252   253   254   255