Page 247 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 247
246 OCALALI
*
Dr Jakow Sapir obudził się z krzykiem i usiadł na łóżku. Malka, jego żona, która
spała obok niego, również podniosła się raptownie.
– Co się stało, najdroższy? – zawołała przestraszona.
Opadł z powrotem na poduszki i odetchnął głęboko z ulgą. Potarł czoło
obiema dłońmi.
– Nic… Nic, Maleczko. Coś mi się przyśniło… choć wydawało mi się, że nie
śpię. Koszmar. Śniło mi się, że jestem moim pacjentem. – Patrzył na nią długo
oszołomiony, jakby nie poznając, po czym ujął jej dłoń i położył sobie na piersi.
Twarz Malki pochyliła się nad nim. Uśmiechnął się do niej melancholijnie. – Ty
też byłaś w tym śnie, najdroższa. Miałaś zielone oczy, a nie czarne. – Czule igrał
z jej palcami, które powoli gładziły włosy na jego klatce piersiowej. – Jak on się
czuje? – zapytał. – Przespał całą noc, prawda?
– Śpi jeszcze teraz – odpowiedziała szeptem. – Po zastrzyku, który dałeś mu
wczoraj wieczorem…
– Żeby nie cierpiał…
– Tak, ja też wolę, kiedy śpi… Kiedy tylko słyszę, jak jęczy, chcę uciec gdzie
nogi poniosą…
Jakow szukał w ciepłej czerni jej oczu otuchy na rozpoczynający się dzień.
Czarny, lśniący jedwab potarganych włosów – których pasma wiły się wężowato
niczym u Meduzy na jasnej skórze jej ramion, wplątując się w ramiączka nocnej
koszuli – kusił, by dotknął je ustami. Przez mgnienie oka zobaczył w wyobraźni,
jak chwyta ją w ramiona, lecz pocałował ją tylko mocno, z pośpiechem, i wysko-
czył z łóżka.
Gdy tylko wyszedł na korytarz, jego najmłodszy, czteroletni synek Sammy,
bosy i półnagi, wybiegł mu naprzeciw, objął za kolana i zawołał dźwięcznym
głosikiem:
– Tato, kocham cię!
Jakow wziął go na ręce i posadził sobie na ramionach, po czym zaczął biegać
z nim po korytarzu. Spojrzał na niego w górę spomiędzy bosych nóżek chłopca
i powtórzył pytanie, które zwykł zadawać jego własny ojciec:
– Jak ci się jeździ na tacie, słońce moje?

