Page 243 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 243

242                           OCALALI



         co burzy się głęboko we mnie tak chaotycznie i poplątanie? To przecież Twoja wina
         – jego wina. Ponieważ ojca trzeba słuchać, a on chciał, żebym został językowym
         impotentem. Dlatego nigdy nic nie napisałem. To niemożliwe. Wszystkie tamy
         zostały zamknięte we mnie na całe życie. Tobie to wszystko jedno, Wiekuisty…
         Sub specie aeternitatis  to bez znaczenia. Wiem. Ale dla mnie jest to sprawa naj-
                           5
         wyższej wagi. Bycie niespełnionym pisarzem oznacza dławienie się własną duszą
         niczym kęsem, którego nie da się przełknąć.
            Czy pamiętasz, Tato, jak zwykłeś snuć marzenia o mojej przyszłości? Ma-
         rzyłeś, że zostanę słynnym naukowcem. Miałem około jedenastu, dwunastu lat.
         Wracaliśmy razem do domu po obejrzeniu meczu futbolowego za miastem, gdy
         od tematu „genialnego” bramkarza przeszedłeś do opowiadania o ważniejszym
         bohaterze – o mnie, przyszłym „genialnym” obrońcy ludzkości. Starałeś się
         zasiać we mnie wysokie etyczne ambicje. Zachłystując się z entuzjazmu, tłuma-
         czyłeś mi, dlaczego nauka jest potęgą, dlaczego wiedza jest siłą. Opowiadałeś
         mi o Keplerze, Newtonie, Robercie Fultonie, Edisonie, Marii i Pierze Curie
         oraz, oczywiście, o Albercie Einsteinie. Wypalałeś jednego papierosa za drugim
         i zaciągając się łapczywie, z taką werwą zsunąłeś maciejówkę na tył głowy, że
         o mało Ci z niej nie spadła. Rozprawiałeś tak w nieskończoność, trzymając rękę
         na moim ramieniu.
            – Pamiętaj, Jankielu, mój synu – pouczałeś mnie podniosłym tonem, podczas
         gdy kłęby dymu papierosowego wydobywały się z Twoich ust razem z żarli-
         wymi słowami – jeśli masz interesujący pomysł, zaraz go zanotuj; gdy natra-
         fisz na błyskotliwą myśl w jakiejś książce, zaznacz sobie od razu ten paragraf.
         Nigdy nie wiadomo, skąd przyjdzie ci do głowy nagły przebłysk naukowego
         konceptu.
            – Ale Tato – oponowałem z powagą – ja chcę zostać pisarzem… poetą… nie
         żadnym naukowcem.
            – Oczywiście. – Poklepałeś mnie dobrotliwie po ramieniu. – Kiedy jest
         się naukowcem, jest się też automatycznie pisarzem, poetą. Nauka… matema-



         5    sub specie aeternitatis (łac.) – z perspektywy wieczności.
   238   239   240   241   242   243   244   245   246   247   248