Page 238 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 238

CZERWONA PTASZYNA                        237



                Za każdym razem, kiedy Mania słyszy te słowa, ściska ją w żołądku, a serce
             zaczyna jej mocniej bić.
                Fejgele marzy o kraju śniegów, o którym opowiadał jej Fajwel. Koniec koń-
             ców decydują się tam wrócić, żeby Fejgele mogła się bawić w śniegu i jeździć
             na sankach. To radość tak jeździć. Mania czuje się lekka i szczęśliwa. Jak gdyby
             pijana. Niedługo po ich powrocie, pewnego śnieżnego popołudnia, Mania stroi
             Fejgele w czerwony płaszczyk z czerwoną czapeczką i sadza na sankach, które
             zmajstrował dla niej Fajwel.
                Ciągnie dziecko na sankach do żydowskiego szpitala. Tam zostawiają sanki
             przy wejściu i jadą windą aż na najwyższe piętro, na oddział położniczy. Mania
             ustawia dziewczynkę przy ladzie na recepcji i prędko przypina jej do kołnierzyka
             liścik.
                – Zaczekaj tu… – mówi do dziewczynki. Ze łzami w oczach i z uśmiechem
             na ustach przyciska do serca delikatną, małą rączkę. Radośnie całuje ją w czółko
             i odwraca się. Idzie do windy i zjeżdża na dół. Na dole stoją sanki, które zmaj-
             strował Fajwel. Żal się z nimi rozstawać. Bierze je ze sobą i tanecznym krokiem
             rusza naprzód, pchając puste sanki na śniegu po ulicy.
                Pielęgniarki na oddziale położniczym zauważają dziecko w czerwonym płasz-
             czyku z czerwoną czapeczką na głowie, które stoi i czeka na kogoś przy ladzie
             recepcji. Uśmiechają się do niego, a ono odwzajemnia ich uśmiechy. Oto widzą
             już liścik przypięty do kołnierzyka. Otwierają go i czytają:
                – Jestem dzieckiem, które pięć lat temu, w tym szpitalu, na tym oddziale,
             zniknęło z rąk mojej mamy. Chcę z powrotem do mojej mamusi.
                Mania odwraca głowę od okna. Pokój wdziera się do jej szeroko otwartych
             oczu przerażającym obrazem: Fajwel, zgięty w pół, leży w fotelu. Obie ręce zwi-
             sają mu bezwładnie do podłogi. Zmięta gazeta leży u jego dziwnie wykręconych
             nóg. Wygląda jakby spał.
                Na dworze śnieg wciąż tylko prószy i prószy. Dziewczynka w czerwonym
             płaszczyku z czerwoną czapeczką na głowie wabi zza śnieżnej mgły. Ogień trzaska
             w kominku.
   233   234   235   236   237   238   239   240   241   242   243