Page 248 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 248

LISTY DO BOGA                         247



                Rzucił szybkie spojrzenie na zamknięte drzwi pokoju chorego na drugim
             końcu korytarza i zawrócił.
                Pół godziny później wszedł już w rolę doktora Jakowa Sapira. Ubrany w swoje
             robocze ubranie, które składało się ze śnieżnobiałej koszuli, brązowego krawata
             oraz brązowych, świeżo wyprasowanych spodni, siedział przy stole w kuchni
             i połykał pośpiesznie swoją dzienną poranną porcję cereal  z mlekiem. U jego
                                                                9
             boku siedziała Malka w różowym, luźno zawiązanym szlafroku, trzymając na
             kolanach Sammiego. Chłopczyk próbował zmajstrować coś na stole z łyżeczek
             do herbaty, które pobrzękiwały głośno między jego pulchnymi palcami. Pozostałe
             dzieci poszły już do szkoły.
                – Będziesz musiał dziś zwiększyć dawkę… – odezwała się Malka, podczas
             gdy Jakow chrupał pospiesznie łyżkę cereal. Płatki zbożowe trzeszczały mu nie-
             przyjemnie między zębami, a białe krople mleka lśniące na ustach zdawały się
             odzwierciedlać jego dziecięce zagubienie. Znajdował się w imadle codziennego,
             rozpaczliwego napięcia, które nie zmniejszyło się ani na chwilę, odkąd zabrał ojca
             ze szpitala do domu. – O świcie wydawało mi się kilka razy, że słyszę, jak jęczy
             przez sen… – ciągnęła Malka. – Wiem, że jesteś zadowolony, iż wzięliśmy go ze
             szpitala do domu… ale… jeśli chcesz znać moje zdanie…
                Jakow poczuł niejasno, jak zaczyna ogarniać go strach przed nią. Zapewne był
             to posmak koszmarnego snu, który miał minionej nocy. Udawał, że nie słyszy,
             co ona mówi, i pochylił się niżej nad miską z płatkami, przyspieszając jedzenie.
             Uświadamiał sobie jednak, iż Malka czeka na jego odpowiedź i czuł się zmuszony,
             by się w końcu odezwać.
                – Nie chcieli go tam dłużej trzymać. Wiesz przecież.
                Potwierdziła skinieniem głowy.
                – Oczywiście, to nie miało sensu. Skoro i tak nie mogli nic poradzić…
                Zdawało mu się, że może ułagodzić Malkę tak, jak łagodzi się lwicę. Zaraz
             obejmie ją mocno ramionami i zamknie jej usta pocałunkiem. Łagodnie, prze-
             praszająco pogładził ją po ręce.



             9    Cereal (ang.) – płatki zbożowe.
   243   244   245   246   247   248   249   250   251   252   253