Page 232 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 232
CZERWONA PTASZYNA 231
– Nie, nie jesteś. Mojej mamusi dłoń jest cieplejsza niż twoja.
– Rozbolała mnie strasznie prawa ręka – mruczy Fajwel. Siedzi w fotelu przy
kominku, wychylony do przodu, jakby miał zaraz wstać. Zmięta gazeta leży mu
na kolanach, a na niej – jego bezwładna pięść.
*
Mania uśmiecha się do dziewczynki, która na dworze za oknem bawi się w śniegu.
Macha do niej. Ale dziecko jej nie widzi. Mania wyobraża sobie, jak ta dziewczynka
wyglądała, kiedy była mniejsza, kiedy miała trzy latka, dwa. Widzi, jak jej własna
Ptaszyna uczyła się chodzić, stawiała pierwsze kroczki. Przypomina sobie narodziny
Fejgele i czuje w sutkach piersi ból i rozkosz karmienia jej po raz pierwszy.
– Nie mogę ruszyć prawą ręką – mamrocze Fajwel.
Mania widzi siebie jadącą do szpitala żydowskiego. Robiła to już kilka razy, dla
rozrywki. W żydowskim szpitalu czuje się przytulnie. W całym tym ogromnym
budynku trwa zażarta walka ze śmiercią, tymczasem na oddziale położniczym
świętuje się zwycięstwo życia. Mania chętnie porozmawiałaby z pielęgniarkami na
przytulnym oddziale położniczym. Ale nie waży się ich zaczepiać, choć w tamtym
życiu też przecież była pielęgniarką. Nawet w kacecie pracowała w rewirze dla cho-
rych, gdzie wykonywała najbardziej bezproduktywne ze wszystkich medycznych
działań: stawiała więźniarkę na nogi, żeby ta miała siłę odmaszerować nimi na selekcję.
Jedzie windą na górę, wysoko, wysoko… aż na najwyższe piętro, na oddział
urodzeń. Gdy tylko wychodzi na biały, jasny korytarz, naprzeciw niej pojawia
się pielęgniarka. Tym razem Mania nie może się powstrzymać i odzywa się do
niej po koleżeńsku:
– Ten tutaj oddział to jest dokładne przeciwieństwo rewiru dla chorych, na
którym pracowałam w kacecie. Tam chorowano na brak nadziei, a tutaj rodzi się
nadzieję.
Pielęgniarka mierzy ją wzrokiem, nie rozumiejąc tej gadaniny, i inteligentnie
wybucha śmiechem. Jej śmiech miesza się z dźwiękami, które dobywają się zza otwar-
tych drzwi pokoi, z kwileniem nowo narodzonych niemowląt i chichotem świeżo
upieczonych mam. Mania żałuje, że zaczepiła pielęgniarkę. Nie ma przecież prawa
tu być. Mogą ją znowu wygonić, zanim uda jej się skraść dla siebie odrobinę radości.

