Page 229 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 229
228 OCALALI
*
Lekarze zupełnie nie potrafili zrozumieć, dlaczego Mania nie może mieć dzieci.
Ale ona rozumiała. To przez ojca Fejgele. Nie pozwalał, żeby zaszła w ciążę.
Uważał ją za cudzołożnicę. Tak samo uważali inni pomordowani członkowie
jej i jego rodziny, którzy stają kręgiem wokół łóżka za każdym razem, kiedy ona
i Fajwel całują się i przytulają. Mania czuje, jak na każdym kroku spoglądają na
nich – na nią i na Fajwela – i osądzają każdy najmniejszy ruch. Wszyscy stoją po
stronie ojca Fejgele.
– Pierwsza miłość to święta miłość – prawią jej kazania, jak gdyby nie wiedziała.
Wie, i wie też, że ojciec Fejgele jest zazdrosny. Nie godzi się na jej smutne
szczęście u boku Fajwela. Ale co najważniejsze, nie pozwala jej zajść w ciążę –
z powodu Fejgele. „Pamięć o Fejgele musi cię mieć… całą” – mówi w jej myślach.
To oczywiste, że ma rację. Ale skąd w ogóle przychodzi mu na myśl, że pamięć
o Fejgele mogłaby w niej kiedykolwiek osłabnąć? A nawet gdyby Mania miała
cały tuzin innych dzieci, czy wówczas Fejgele nie posiadałaby na własność całej
jej zdolności do matczynego kochania? Jak to możliwe, że ona, Mania, miałaby
nie chodzić z imieniem Fejgele zapieczętowanym na ustach do końca życia – na-
wet, jeśli imienia tego nie powtarza na głos? Nawet po śmierci Manii jej pamięć
o Fejgele dalej będzie istnieć w próżni wszechświata. Tak wiecznej, potężnej,
jedynej w swoim rodzaju tęsknoty nie da się wymazać.
Głos ojca Fejgele, który dudni w głowie Manii, nie wie, co mówi, ot co. Stał
się głosem złośnika. Silnym, mściwym głosem.
Żeby uciec od tego głosu i zabalsamować swoje obolałe sumienie, Mania
często chodzi na spacery wzdłuż sklepów z ubrankami dla dzieci. Zatrzymuje
się, spogląda poprzez witryny na śliczne ubranka, przyozdobione falbankami,
cekinami i kokardkami, na śliniaczki, na malusieńkie, krótkie torebeczki i buciki.
Płaszczyki z czapeczkami – szczególnie te w czerwonym kolorze – przyciągają
ją do siebie. Ani razu nie zdarza się, żeby koniec końców nie weszła do jednego
z tych sklepów. Rozgląda się, chodzi od stojaka do stojaka, od jednego ubranka
do drugiego. I ani razu nie wychodzi stamtąd z pustymi rękoma.
W domu bawi się tymi ubrankami. Widzi, jak wypełniają się uroczym ciał-
kiem. Widzi wyraźnie pulchne kończyny. Słyszy pogłos perlistego śmiechu. Całą

