Page 231 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 231
230 OCALALI
Ogień trzaska w kominku, jakby próbował zerwać ciężar myśli Manii. Nie
może znieść bezgłośnego zarzutu, który unosi się w milczeniu pośród ścian ich
domu. Wypełnia on przestrzeń tak dotkliwym uciskiem, że nie da się oddychać.
Mania widzi siebie wybiegającą z pokoju. Dokąd tak biegnie? Oczywiście, że
tam – do dziecka w czerwonym płaszczyku, które bawi się na dworze, w śnieżnej
mgle. Próbuje przedrzeć się przez kurtynę prószącego śniegu, chce podejść do
dziewczynki i powiedzieć jej:
– Chodź na spacer, Ptaszyno.
Oto widzi, jak idą razem na spacer – ona i Fejgele. Fejgele podskakuje. Mania
daje jej pajacyka, zabawkę, którą zmajstrował Fajwel. Gdy pociągnąć za sznureczek,
pajacyk podkurcza nóżki i mruga szelmowsko jednym oczkiem.
Mania i Fejgele idą do parku. Radośnie tu. Pełno mam z dziećmi, które ślizgają
i turlają się po śniegu. Fejgele krząta się wokoło. Mania biegnie za nią. Żadnym
sposobem nie potrafi się rozluźnić. Boi się, żeby Fejgele się nie zgubiła, nie zni-
kła, żeby nie dopadł jej, broń Boże, krematoryjny ogień albo bomba atomowa.
Łapie Fejgele za delikatną, pulchną rączkę. Jakie to słodkie uczucie – trzymać
rączkę dziecka w swojej dłoni! Mania czuje, jak ciepło dotyku tej delikatnej dłoni
o drobnych, cieniutkich paluszkach rozchodzi się po całym jej ciele. Jak można
zamordować duszyczkę o tak delikatnych, pulchnych rączkach?
Mania nie potrafi wypuścić tej małej dłoni ze swojej. Ukradnie dziecko!
Porwie je, żeby się nim cieszyć i razem z nim schować się przed światem. Manię
ogarnia nagły, silny impuls, by to zrobić, impuls, którego żadnym sposobem nie
da się opanować. A przecież musi go opanować, bo jak mogłaby dopuścić się
czegoś takiego? Jak mogłaby tak skrzywdzić matkę tej dziewczynki? Przecież
sama wie, jak to jest. Przecież sama czuła nagłe pęknięcie w sercu i krzyk nagle
opustoszałych rąk. Odebrać matce jej dziecko to największy grzech, jaki można
sobie wyobrazić, choć ona, Mania, nie miała zamiaru zrobić dziecku żadnej
krzywdy, przeciwnie, chciała nakarmić je mlekiem miłości, którego zebrało się
w jej wnętrzu tyle, że mogłaby pęknąć.
Tu jednak dziewczynka wpada w płacz, jak gdyby przestraszyła się myśli Manii.
– Boję się – gaworzy. – Chcę do domu, do mamusi… chcę moją mamusię.
– Ja jestem twoją mamusią…

