Page 223 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 223

222                           OCALALI



         rękami złapała za bijące serce. Sapiąca i uśmiechnięta, z dumą spoglądała ku gó-
         rom naprzeciw niej, ku niebu oraz w dół, ku boskiej dłoni, gdzie ruiny jaśniały
         w słońcu. Wokół niej była głębia niczym otchłań. Musiała bardzo uważać, bo
         jeden nieostrożny ruch i spadnie ze skały. Musiała stać pewnie na nogach.
            Poczuła, że François stoi obok, i zaraz też ujrzała jego postać w pełnej krasie:
         marynarka w kratkę, okulary do czytania w kieszonce, falowana, ciemna czupryna
         i ciemny wąsik nad górną wargą. Z jego oczu wydzierała ku niej nieskończona
         tęsknota.
            – Nie ma tu dla ciebie miejsca. – Zadrżała i przez moment zakręciło się jej
         w głowie. Westchnęła głęboko.
            – Czy w końcu, właśnie tutaj, odnalazłaś swoje ja, kochanie, bien aimèe? –
         zapytał.
            – Och, jeszcze nie – odpowiedziała – ale jestem gotowa szukać dalej. Paul
         Celan, Primo Levi, Adolf Rudnicki i Jerzy Kosiński nie powinni byli sobie tego
         robić… Mnie też nie wolno. Nie wolno mi również dłużej zanurzać się w twoich
         ramionach, mój ty drogi przystojniaku…
            – Jak sobie poradzisz beze mnie?
            – Nie mam pojęcia. Serce mi pęka na myśl o rozstaniu z tobą, ty niebywały,
         cudowny śnie.
            Zebrała szczątki rozbitej odwagi:
            – Adieu, François! – zawołała i przejęta pragnieniem, które całkiem nią za-
         władnęło, rzuciła się w przepaść.
            W taki sposób zginął François.
   218   219   220   221   222   223   224   225   226   227   228