Page 222 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 222

FRANÇOIS                            221



             jakby czegoś w niej szukał. Co go dręczy? – zapytała samą siebie. Czy właśnie
             w tej chwili on również stoi twarzą w twarz ze swoim życiem?
                – O czym myślisz? – zapytała go. Popatrzył na nią ze zdumieniem w oczach,
             jakby dopiero teraz zauważył, że stoi obok. – O czym myślisz? – powtórzyła
             pytanie.
                Otarł twarz obiema rękami i mruknął:
                – A co cię to obchodzi, o czym myślę? Nie mogę mieć prywatnych myśli?
             Nawet duszę moją musisz śledzić?
                – Wybacz – szepnęła i zamilkła. I tak stali obok siebie, sztywni i milczący,
             jakby byli częścią tych ruin. Patrzyli przed siebie, a łagodne, ciepłe światło wscho-
             dzącego słońca oświetlało ich twarze wraz z okolicznymi bryłami kamieni. Ich
             oczy wędrowały ponad rzeczywistym-nierzeczywistym światem, którego nie było,
             a który przecież istniał, i właśnie w tej chwili niemal mogli go w siebie wchłonąć.
             W końcu Lea odezwała się ponownie:
                – Czy widzisz te dwa szczyty gór tam, naprzeciwko, Simonie? Są tak blisko
             siebie, a przecież nigdy się nie spotkają.
                – Może dasz mi spokój z tymi bombastycznymi gadkami, co? – zdenerwował
             się Simon. Westchnął głęboko. – Oj, żono, gdybyś wiedziała, jak bardzo jestem
             tobą zmęczony… – Odwrócił od niej głowę.
                – Ja tobą również – odpowiedziała. Po chwili milczenia dodała: – Sądzę, że
             po powrocie do domu trzeba będzie podjąć jakieś kroki, aby się rozstać. – Od-
             sunęła się od niego.
                Obok przechodziła jakaś grupa turystów. Lea dołączyła do nich. Słońce opro-
             mieniało ludzi i kamienie, świetliście podkreślając ich kontury. Była przepełniona
             światłem. Poczuła w sobie ogromną lekkość ducha, niemal radość. Oto dostrzegła
             wąską, wysoką skałę, sterczącą w oddali. Zdawała się być najwyższa, górowała nad
             okolicą. Większość ludzi obchodziła ją, tylko niektórzy próbowali wdrapać się
             na jej czubek, aby z góry objąć wzrokiem całą panoramę. Skała była stroma, na
             górze mogła stanąć tylko jedna osoba. Również Lea zaczęła się na nią wspinać.
                Zdziwiła się, że jest w niej tak wiele siły. Pot lał się jej z twarzy, serce biło
             szaleńczo. Chwytanie sterczących kamiennych kawałków skały sprawiało ból
             jej dłoniom. Ale oto już była na samym szczycie. Wyprostowała się, obiema
   217   218   219   220   221   222   223   224   225   226   227