Page 217 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 217
216 OCALALI
urocze i pełne mistycznej tajemnicy. Kolory przyozdabiały biedę i skromne
życie miejscowej ludności. Lea i Simon wmieszali się w tłum turystów, któ-
rzy tak jak oni zatrzymali się w mieście na nocleg, aby następnego dnia po-
jechać wysoko w góry, do twierdzy Machu Picchu – zagubionego miasta
Inków.
Ale nazajutrz wyjazd został odwołany. W okolicy miała miejsce rebelia. W wy-
niku działań terrorystów obsuwisko ziemi w górach zasypało kolejkę na szczyt.
Więc zwiedzali miasto. Owce, lamy i alpaki pasły się na okolicznych wzgórzach.
Tu i tam po zniszczonych ścieżkach wiodących do zrujnowanej świątyni słońca
skakały szynszyle. Była wigilia nowego roku i świętowanie w miasteczku trwało
do późnej nocy. Nad rynkiem wyłożonym kamiennymi płytami pyszniła się stara
katolicka katedra o szerokich schodach, otoczona z obu stron wianuszkiem dom-
ków maleńkich niczym karły. Były tam też wąskie kramiki, a wszystkie otwarte.
W blasku małych, kolorowych lampek handlowano rozmaitymi przedmiotami:
swetrami wydzierganymi z miejscowej, surowej wełny splecionej we wzory ko-
lorowych, staroindiańskich symboli, koszyki z farbowanej słomy, słomiane buty
i malownicze widokówki.
Simon kupił u lokalnego artysty kartki pocztowe i obrazek z malowaną uliczką
z Cuzco. To zastąpiło mu robienie zdjęć. Ciężki aparat fotograficzny zostawił
w hotelu. Powietrze było bardzo rzadkie, więc spacerowanie po miasteczku
przychodziło z trudem, ich wyczerpane corazóns, to znaczy serca, z wysiłkiem
tłukły się w piersiach.
W czasie całej podróży niewiele ze sobą rozmawiali, chyba że o rzeczach prak-
tycznych, bieżących. Mało co dzielili się wrażeniami na temat tego, co zobaczyli.
Simon nie czuł potrzeby, by jej cokolwiek opowiadać, a ona wiedziała, że jest
niezadowolony z tego całego objazdu, że podróż go rozczarowała i niecierpliwie
oczekuje powrotu do domu.
– Jak możemy być zadowoleni – zwierzyła się François, który wszędzie jej
towarzyszył – skoro każde z nas wzięło ze sobą bagaż bólu i wszędzie ciągniemy
nasze wspólne problemy?
– Ale przecież ty masz mnie – szepnął François w jej kierunku – przecież
dobrze nam razem…

