Page 220 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 220

FRANÇOIS                            219



                – Zobacz, czy pasuje do niej imię naszej wspaniałej, choć fatalnej miłości nie
             z tego świata.
                „Gajds”  oprowadzali grupy turystów po ruinach ziemianek, amfiteatru,
                       17
             siedzib mieszkalnych. Zachwycano się cudownie prostym, a jednak skompliko-
             wanym systemem kanalizacji, wodociągami, spichrzami wykutymi w kamieniu.
             Oto zegar słoneczny, który wciąż jeszcze pokazuje czas – teraźniejszy czy ten
             miniony? A może czas wieczności?
                Rozpalona Lea bez przerwy mówiła coś do François:
                – Te świątynie, ołtarze, inkaskie bóstwa, czym one różniły się od rzeczy współ-
             czesnych? Jakich odpowiedzi dawny człowiek od nich oczekiwał? Jaki niepokój
             płonął w jego sercu? Czy również odczuwał strach przed śmiercią i obawę przed
             życiem? A może był tak bardzo zajęty przeżyciem każdego dnia i walką z żywioła-
             mi, że nie miał czasu na takie rozmyślania? A jednak te resztki, ruiny zabudowań
             dają świadectwo jego tęsknocie, egzystencjalnym lękom i poszukiwaniom. Czy
             zbudował to wszystko, bo był szczęśliwy, czy może raczej nieszczęśliwy? Prze-
             cież tylko iluzją jest uczucie, że tu, na górze, jest się odciętym od ziemi. Te góry
             dookoła, które niemal dotykają nieba swoimi szczytami, są dokładnie tak samo
             daleko od wielkiej tajemnicy, jak doliny tam w dole, na ziemi, w której tkwią
             korzeniami.
                Nie czekała na jego odpowiedź. Ona i Simon byli podnieceni, rozentuzja-
             zmowani. Z ochotą przemierzali kamienny szlak jak wprawni alpiniści. Nie czuli
             zmęczenia, lecz jakiś ogromny zachwyt i lekkość umysłu, nie wiedząc, skąd się
             w nich wzięły. Simon podziwiał skomplikowane konstrukcje budowlane. Zarzu-
             cał „gajda” setkami pytań i nieustannie robił zdjęcia. Lea jakby z bardzo daleka
             odbierała czułe słowa François, ale to, co sama mówiła do niego, nie pozwalało jej
             wyraźnie usłyszeć, co mówił. Tylko raz, gdy starając się dotrzymać kroku grupie
             turystów, przysiadła na kamieniu, aby szybko wytrząsnąć kamyki z sandałów,
             odczuła całym jestestwem, że François siedzi tuż przy niej i wytęża zza okularów
             wzrok, by wyczytać coś z jej twarzy.



             17   Fonetyczny zapis guides (z ang.) – przewodnicy.
   215   216   217   218   219   220   221   222   223   224   225