Page 213 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 213
212 OCALALI
– Tymi nożami nas zadźgają na rozkaz swoich gospodarzy – szepnęła Lea
w kierunku François, który znajdował się gdzieś w jej pobliżu. – Im dalej wcho-
dzimy w ten gąszcz, tym więcej przerażenia wywołują we mnie ten skwar i ta
wilgoć. Widzisz, znowu jakiś moskit siedzi mi na ramieniu i wysysa krew.
Cała była pogryziona. Niektóre z ukąszeń były tak głębokie, że płynęła z nich
krew.
– Masz wrażliwą skórę – zauważył François. – Simon ma skórę grubszą od
twojej, dlatego moskity mniej go atakują.
W żaden sposób nie można było porozumieć się z towarzyszami wyprawy. Nawet
próba rozmowy na migi dawała niewielkie rezultaty. Zamiast odpowiadać, śmiali się
i zaczynali gadać po swojemu. Simon fotografował ich, dżunglę i małpy. I oto dotarli
do wioski w tej gęstwinie. Na wpół dzikie plemię żyło tu w domkach na drewnianych
palach, bez ścian, pokrytych jedynie słomianymi dachami. Ciemnoskóre kobiety
z odkrytymi piersiami wraz ze sporym tłumem nagich dzieci wyszły im naprzeciw.
Część z nich trzymała przy piersiach nagie, brązowe niemowlęta. Ich szyje były
obwieszone sznurami korali z pomalowanych groszków. Kunsztownie posplatane
nakrycia głowy ozdobione koralikami z grochu, pokrywały ich ciemne, sztywne włosy.
Kiedy Simon robił im zdjęcia, śmiały się dziecinnie, przyglądając się z ciekawością.
Wróciwszy z dżungli, Lea była pokryta siecią krwawych oczek. Na jej ramio-
nach, nogach i szyi nie było miejsca, na którym moskity nie posmakowałyby jej
krwi. Ukąszenia paliły nieznośnie.
– Nie drap! – ostrzegł ją Simon. – Porobią ci się blizny, które nie zejdą do
końca życia!
Łatwo mu było mówić. Ten świąd był nie do wytrzymania. Ubrała się w ko-
stium kąpielowy i weszła do rzeki, aby woda złagodziła podrażnienie na skórze.
Obok niej pojawił się François.
– Oj, François, dlaczego mi nie pomożesz? – szepnęła do niego z wyrzutem.
– Nie mogę ci pomóc, najdroższa… niestety – usprawiedliwił się przed nią.
– O ile nieco wiem o opatrywaniu ran duszy, o tyle nie mam żadnych osiągnięć,
jeśli chodzi o cierpienia fizyczne.
Woda ochłodziła opuchliznę i złagodziła świąd. Ale rozdrażnienia w środku,
w niej samej, nie udało się ukoić ani wodzie, ani François.

