Page 209 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 209

208                           OCALALI


                                          *

         Nadszedł wreszcie czas, by zgodnie z planem spędzić pełen tydzień w peruwiań-
                                                                           14
         skiej dżungli. Tak więc Lea i Simon po dwóch dniach przybyli do Pucallpy ,
         zakurzonego miasteczka nad Amazonką, gdzieś na krańcu świata. Z małego,
         piaszczystego lotniska zabrał ich potężny dżip, wioząc drogą-niedrogą wijącą się
         wzdłuż krętych brzegów leniwie płynącej rzeki. Naprzeciwko, po drugiej stronie
         wody, aż po kraj horyzontu ciągnęła się dżungla.
            – Wiesz, dlaczego ta rzeka nazywa się Amazonka? – Simon zwrócił się do Lei.
         Ocierając pot z twarzy, kartkował przewodnik turystyczny. – W XVII wieku jeden
         z podróżników znalazł osiadłe tu plemię potężnych, silnych, wojowniczych kobiet.
         Nazwał je imieniem greckich żołnierek-amazonek. Stąd też wzięła się nazwa rzeki.
            Pensjonat znajdował się nieopodal zakola rzeki. Był to duży, drewniany bu-
         dynek z czystym podwórkiem ciągnącym się aż do jej brzegu. Lei i Simonowi
         przydzielono kwaterę w osobnym domku. W środku wszystko było zrobione
         z surowego drewna – dwa spartańskie łóżka, stół, szafa. Ale było czysto, mieli
         nawet prysznic. Przez okno można było zobaczyć spalony kawałek brązowej ziemi
         i brązową wodę rzeki. Tutaj naprawdę znajdowali się na pustkowiu.
            Simon, przebrany w skautowskie spodenki i cienką koszulkę, wszedł do wiel-
         kiego budynku, aby załatwić formalności. Lea wyszła na zewnątrz. Rozglądała
         się i wsłuchiwała w dobiegające skądś dźwięki, nieustannie ocierając pot, który
         napływał jej do oczu, płonąc pod powiekami. W powietrzu wisiał jakiś niepokój.
         Z naprzeciwka czaiła się dżungla, tajemnicza, nieznana, a na jej skraju – zakole
         brązowej rzeki, której wody leniwie odbijały się od brzegów. Wodne lilie kołysały
         się wśród kępy drzew, które wyrastały z wody, obijając się w niej cieniście. Słońce
         – wielkie i nieprzyjazne – oślepiająco jarzyło się nad skrawkiem pomarszczonej
         wody, uśmiechając się kpiąco ustami drobnych, ruchliwych fal.
            Wyszedłszy z wielkiego budynku, Simon skierował się ku niej:
            – Wyobraź sobie – powiedział uradowany – że gospodarze mówią po nie-
         miecku! Nie trzeba będzie łamać sobie języka. Kolacja jest punktualnie o siódmej.



         14   Pucallpa – miasto we wschodnim Peru, na lewym brzegu rzeki Ukajali.
   204   205   206   207   208   209   210   211   212   213   214