Page 211 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 211
210 OCALALI
ciepłym falami. Słyszysz wciąż ten słodki lament łabędzia z Tuoneli Sibeliusa,
płacz skazanego łabędzia?
– Dręczy mnie straszliwy niepokój, François – szepnęła i wyszła z wody.
Ona i Simon weszli do domku, wzięli prysznic i przebrali się do kolacji. Simon
obrzucił ją spojrzeniem.
– Tak chcesz iść na kolację, moja droga? Wyglądasz jak zmoczony kundel.
Nie możesz zrobić czegoś ze swoimi włosami?
– A co mam z nimi zrobić? Są mokre.
– Wyglądasz jak wiedźma. Strach na ciebie patrzeć.
Był podekscytowany, a jednocześnie dziwnie z niej niezadowolony. Odpo-
wiedziała mu w roztargnieniu:
– Jesteśmy w dziczy. A zatem czy to ważne, jak wyglądam?
– Gospodarze to cywilizowani ludzie, my także.
– To poczekam, aż włosy wyschną.
– Nie możemy czekać. Kolacja jest dokładnie o siódmej.
Jadalnia w dużym budynku była przyjemna, choć skromna, ale czysta i urzą-
dzona na wzór europejskich gospód z kuflami do piwa, miedzianymi garnkami
i patelniami rozwieszonymi na ścianach. Nie było innych turystów poza Leą
i Simonem, więc gospodarze, Herr Sterbe i Frau Sterbe, zapytali, czy mogą usiąść
razem z nimi do posiłku. Wyjaśnili, że są stęsknieni europejskiego towarzystwa,
pogardliwie pokazując wzrokiem na ciemnoskórą obsługę.
Simon zgodził się entuzjastycznie. Oto siedzieli przy stole nakrytym olśnie-
wająco białym obrusem, zastawionym czystą zastawą. Simon od razu nawiązał
z gospodarzami swobodną rozmowę. Frau Sterbe próbowała wciągnąć Leę
w pogaduszki. Ze swoją potężną figurą i wyzywającą pewnością siebie wyglą-
dała na spadkobierczynię walecznych amazonek, które kiedyś zamieszkiwały
te brzegi. Albo nie, raczej jak esesmanka gdzieś w obozie. Lea wyjaśniła jej
po angielsku:
– Nie mówię po niemiecku.
Frau Sterbe przeszyła ją spojrzeniem zimnych, szarych oczu i już więcej się
do niej nie odezwała. I w taki oto sposób rozmowa ominęła Leę. Nikt tego nie
zauważył. Wszyscy byli zajęci jedzeniem i konwersacją. Simon opowiadał dowcipy.

