Page 210 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 210

FRANÇOIS                            209



                – To Niemcy? – zapytała Lea.
                – Tak, ale co z tego? Mieszkają tutaj od ponad dwudziestu pięciu lat. Roz-
             mawiałem z nimi. Są bardzo sympatyczni. Powiedzieli mi, że w wodzie można
             pływać. Przy brzegu jest płasko, ale dalej robi się głęboko. No to popływamy
             sobie przed kolacją. Jutro wycieczka w głąb dżungli.
                Kiedy rozpalone słońce zaczęło zanurzać się w gęstwinie drzew rosnących
             naprzeciw, Simon i Lea wyruszyli, aby popływać w Amazonce. Simon, wspaniały
             pływak, energicznie przecinał rękami wodę, płynąc kraulem pod prąd. Wkrótce
             znalazł się daleko od Lei; ledwo widziała jego głowę nad powierzchnią wody.
             Sama poruszała się rytmicznie i powoli wzdłuż zakola, pomiędzy wielkimi
             liliami wodnymi, które zdawały się żeglować wokół niej jak małe jachty. Szary
             cień położył się na powierzchni całej rzeki. Woda była przyjemna, pieszczotliwa,
             ciepła i krystalicznie czysta. Brązowe, piaszczyste dno przydawało jej brunatnego
             koloru. W oddali pływał Simon, a w pobliżu, tuż przy niej – François.
                – Przyjemnie, prawda? – szepnął w jej kierunku.
                – Tak, ale… Czuję złość na myśl o niemieckich gospodarzach. Może to naziści,
             którzy tu się ukrywają? Wielu z nich ukrywa się w Ameryce Południowej. Jesteśmy
             tu z nimi sami. Oczywiście Simon wygadał im, że jesteśmy byłymi więźniami
             obozów koncentracyjnych. Chętnie mówi o tym każdemu, choć robi wszystko,
             aby o tym zapomnieć. Jakie to dziwne… Dokąd byśmy nie zawędrowali – my
             i nasi mordercy – wszędzie będziemy połączeni węzłem losu…
                François nie zareagował na jej słowa, szepcząc mokrymi, lśniącymi ustami:
                – Widzę pod nami całą kolonię ryb, spójrz w głąb wody! – Jego czuły głos
             płynął jej do ucha wraz z cichym szumem fal. – A tam, obok drzew, mama żół-
             wica bawi się ze swoim dzieckiem. Zobacz, jak głaszczą się nawzajem płetwami.
             – François podpłynął do niej i lekko, delikatnie objął ją ramionami. – Życie
             przepływa obok, a zarazem stoi w miejscu. Wieczność stoi tu cicho i przecieka
             między naszymi palcami. Kto wie, jak długo już te żółwie i te niezliczone poko-
             lenia ryb, tych samych, a przecież nowych, przemierzają te same, a przecież nowe
             wody. A ty, mon amour, w tym mgnieniu wieczności jesteś wspaniała w lekkim,
             rytmicznym sunięciu poprzez pieszczącą twe członki wodę, wspaniała jest każda
             komórka twojego ciała w nieustannym igraniu z moimi ramionami i miękkimi,
   205   206   207   208   209   210   211   212   213   214   215