Page 197 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 197

196                           OCALALI



         Przecież tak dobrze ją traktował. Być może ten wulgarny język był w nim jakąś
                                                                    2
         pozostałością, rodzajem psychologicznej deformacji byłego kacetnika . Może to
         ona wciąż jeszcze ma w wyrazie twarzy coś, co za bardzo przypomina mu tamte
         lata, o których tak bardzo chciał zapomnieć. Po drugie, dopóki nie atakował
         jej wewnętrznego, opancerzonego świata, nie raniło jej to, więc niech sobie
         gada. Ale jej fizyczność, jej zewnętrzne istnienie, ta jej część, którą nazywał
         „moją żoną”, było bezbronne wobec jego wzroku. To jednak miało drugorzędne
         znaczenie.
            Ale tym razem podniosła głowę znad kubka kawy i spojrzała na niego z pełnym
         boleści gniewem w oczach.
            – Nie wiem, czy zdołam o tym zapomnieć, Simonie. Czy będę umiała zapo-
         mnieć o policzku, który mi wymierzyłeś, i o tym, co mi powiedziałeś wczoraj
         wieczorem. Wszystko mi jedno. Może gdybyśmy oboje byli święci, jedno bardziej
         niż drugie.
            Nie do końca zrozumiał, co powiedziała, zlekceważył jej słowa:
            – O, nie zawracaj głowy i nie głoś mi kazań, żono. Czego chciałaś, żebym
         nosił cię na rękach? – Roześmiał się i mrugnął do niej szelmowsko. – Schudnij
         trochę, to może dam radę zrobić to dla ciebie.
            Zamyślił się, po czym rzekł po chwili milczenia:
            – Wiesz co? Zostawię ci dzisiaj samochód. Pojadę do biura taksówką. Przejedź
         się trochę. To cię odświeży. Tak, weź się w garść. Żono, zacznij żyć!
            Odjechał taksówką, którą wcześniej zamówił. Lea ubrała się i wyszła z domu.
         Wsiadła do auta i wjechała w ścianę lodowatego deszczu ze śniegiem, który wziął
         we władanie całą ulicę. Ziarenka lodu rozbijały się o dach samochodu i szybę
         okna. Auto powoli prześlizgiwało się między domami, przed których oknami
         i progami piętrzyły się zaspy śniegu. Śnieg wciąż jeszcze był biały i świeży, a lo-
         dowata glazura, którą deszcz tworzył na zaspach, iskrzyła się szkliście w szarym
         powietrzu. Deszcz nie padał, lecz wysypywał się na środek drogi twardymi,
         białymi kulkami. Jezdnia również lśniła diamentowo.


         2    Kacetnik – od niemieckiego skrótu: KZ (Konzentrationslager) – potoczne określenie więźnia
            obozu koncentracyjnego.
   192   193   194   195   196   197   198   199   200   201   202