Page 193 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 193
192 OCALALI
Oboje zostali sami. Jakże uczepili się wówczas jedno drugiego! Dwie sieroty wobec
okrutnego świata. Szymek tak bardzo chciał „stanąć na nogi i zacząć żyć”. Zrobił
wszystko, aby otrzymać papiery na wyjazd do Stanów. Jednak nie udało mu się,
więc przybyli tutaj, do Kanady. Od pierwszego dnia rzucił się w wir budowania ich
egzystencji, a zaczął od zmiany imienia – z Szymka stał się Simonem. Ona, Lea,
początkowo pracowała jako sprzedawczyni w domu towarowym. Z gimnazjum
znała trochę francuski, a angielskiego zaczęła się uczyć zaraz po wyzwoleniu. Ale
gdy tylko Simon nieco się urządził, nie pozwolił jej już chodzić do pracy. Miała
prowadzić dom i zajmować się wychowaniem dzieci.
Był dobrym ojcem i dobrym mężem. Jednak nie w jego stylu było okazywanie
czułości i rozpieszczanie. Jego dobroć wyrażała się w czynach. Z reguły pamiętał
o kwiatach na jej urodziny, rocznicę ślubu lub walentynki, a często przynosił
nawet biżuterię w prezencie. W ciągu wszystkich lat trwania ich małżeństwa
jedynie trzy-cztery razy zapomniał o tych okazjach.
Był prawym, serdecznym człowiekiem. Wszędzie przyjmowano go z sympatią.
W czasie wspólnych podróży on pierwszy nawiązywał znajomości ze współpasa-
żerami. Znał wiele dowcipów, którymi pozyskiwał przyjaźń obcych osób. Jako
ekspert w polityce potrafił też długo dyskutować na poważne tematy. Szukano
jego towarzystwa, chętnie spędzano z nim czas przy restauracyjnych stolikach.
Był też dobrym tancerzem. Niezbyt wysoki, ale dobrze zbudowany, przystojny
i elastyczny. Miał w sobie coś z czarnej pantery.
Tak, miała z nim dobre życie. Doceniała to. Nie miała się na co skarżyć, wręcz
przeciwnie: przez te wszystkie lata, które przeżyła z Simonem, zdołała wychować
również samą siebie. Wraz z dziećmi uczyła się szkolnego materiału, dzięki nim
nasiąkała nowoczesną kulturą młodzieżową, która niekoniecznie przypadała jej
do gustu z tą całą krzykliwą muzyką i dzikimi tańcami, ale chciała nadawać z nimi
na tej samej fali, aby nie zerwała się nić duchowego porozumienia. I faktycznie
nić nie została zerwana, jedynie troszkę się poluzowała. Ale przecież istniała,
może bardziej w jej sercu niż w ich, ale widocznie takie są prawa życia.
Teraz, gdy dzieci wyprowadziły się z domu, starała się nie cierpieć z powodu
pustego gniazda. Dużo czytała, aż przeczytała całą bibliotekę. Interesowała ją
przede wszystkim poezja romantyczna i postromantyczna, właśnie taka, która

