Page 192 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 192
FRANÇOIS 191
nie palnąć głupoty. Od czasu do czasu rzucała jakąś uwagę albo wtrącała pytanie,
aby podtrzymać przyjemną atmosferę w domu – oto mąż i żona siedzą razem przy
kuchennym stole i prowadzą interesującą rozmowę przy jedzeniu. Ale dzisiejszego
wieczoru, kontynuując dziwną konwersację, którą wcześniej prowadziła sama ze
sobą przy oknie, na kilka minut straciła wątek tego, o czym mówił. Rozkojarzona
próbowała to ukryć, rzucając w kierunku Simona słowo czy dwa, aż, co nie jest
niczym dziwnym, powiedziała coś głupiego. Roześmiał się:
– Nie słuchasz tego, co mówię. Gdzie zgubiłaś głowę, żono?
Gdzie zgubiła głowę?
– A chyba faktycznie gdzieś ją zgubiłam. – Zaśmiała się wraz z nim.
I tak w dobrym nastroju zakończyli posiłek. Simon poklepał ją dobrotliwie
po ramionach i poprosił:
– Podaj mi szklankę herbaty na stolik z telefonem!
Wziął gazetę – jako że był człowiekiem po uszy zanurzonym w polityce –
i usiadł przy stoliku. Miał zwyczaj prowadzić telefoniczne rozmowy, przeglądając
prasę. Większą część swoich interesów prowadził wieczorem, przez telefon. Lea
często myślała o nim z poczuciem winy i współczuciem. Był zajęty, zapracowany,
a ona marnowała czas. Często, kiedy się na nią gniewał, faktycznie jej to wyrzucał:
„Dla kogo tak pracuję, jeśli nie dla ciebie i dla dzieci, dla naszego domu?”. Więc
faktycznie zawsze czuła, że zaciąga dług, chociaż wiedziała, że to, co mówi, nie
jest całą prawdą, bo chociaż coś go skłania, by uganiać się za chimerą w postaci
dolarów, to przecież tak naprawdę nie o to mu chodzi. Ale co było jego praw-
dziwym celem? Co dla niej było najważniejsze?
Gdy siedział przy telefonie, sprzątnęła ze stołu. Nie miała ostatnio cierpliwo-
ści, by spędzać czas przed telewizją. Poszła na górę do sypialni, włączyła w radiu
audycję muzyczną i położyła się na łóżku. Pokój wypełniły ciche tony koncertu
skrzypcowego Wieniawskiego. Odkąd dzieci wyjechały na studia, miała więcej
czasu, aby poświęcić się muzyce, bardziej oddać się różnym sprawom – również
samej sobie, to znaczy myśleniu o sobie i Simonie.
Teraz, leżąc na łóżku, też o nim myślała. Niesione falą skrzypcowej muzyki
myśli te zabarwiły się ciepłą serdecznością. Przypomniała sobie, jak ona i Simon
– wówczas jeszcze miał na imię Szymek – spotkali się po wyzwoleniu z obozu.

